Krzaczki, wszędzie krzaczki!

Zanim były krzaczki, wcześniej była cyrylica.. W Kijowie czekaliśmy kilka godzin na lot do Bangkoku. Zaskoczył nas wygląd lotniska, ale to zapewne po remoncie przed Euro 2012. Jest bardzo czysto, wygodnie, jedyny minus to kiepski wybór jedzenia i mocna klima. Ale nie narzekaliśmy, żeby nie było:]

Sam lot UIA należał do udanych, nawet daliśmy radę się przespać i oglądnąć głupi film z Cameron Diaz ;-)

Z ważniejszych rzeczy, to podczas lotu dostaliśmy od stewardess formularz tzw. Arrival/departure card który trzeba wypełnić. Podajemy tam takie informacje jak imie,nazwisko, powód przylotu, miejsce zakwaterowania, numer lotu (tego którym przylatujemy oraz wylatujemy) itd. Część departure oczywiście trzymamy do momentu wylotu z kraju.

Lotnisko Suvarnabhumi w Bangkoku robi wrażenie, jest największym lotniskiem w Tajlandii oraz jednym z największych na świecie. Jest świetnie oznakowane i nie ma możliwości by się tam zgubić. Mnóstwo kantorów (i co ważne w każdym jest ten sam kurs), informacji turystycznej, darmowych map itd.

Jeśli chodzi o transport z lotniska to oczywiście jednym z najprostszych sposobów jest wzięcie taksówki, trzeba jednak podobno uważać by taksówkarz włączył taksometr. Minusem są też zakorkowane drogi w ciągu dnia. Drugą opcją są autobusy, oraz ostatnią którą wybraliśmy –  kolej. Airport Rail Link jest super klimatyzowaną koleją, bilety na trasę kupuje się w automatach które są bardzo intuicyjne w obsłudze. Koszt naszej trasy (6 przystanków do Phaya Thai) to 45 bahtów za osobę (ok. 4.50zł).

Wiedzieliśmy że następnie musimy się przesiąść na autobus, ale nie byliśmy pewni na jaki. Chcieliśmy dojechać do Khao San Road bo nieopodal tej sławnej uliczki mieliśmy zarezerwowany hostel. Przesympatyczna pani w informacji turystycznej powiedziała że najlepiej nam jechać autobusem 503 który znajdziemy: idąc prosto, za budynkiem w prawo, później gdzieś prosto, albo w lewo :D tak to mniej więcej zapamiętaliśmy. Chodziliśmy więc w te i we wte, sprawdzając przystanki na których nie było listy autobusów ani rozkładów. Podjechał do nas jakiś pan na motorikszy i pyta gdzie jedziemy, że nas zawiezie! My mu na to że nieee, że wiemy gdzie idziemy (HA), na co on że  przecież widzi że kompletnie nie wiemy gdzie iść bo tak chodzimy i chodzimy…ale zignorowaliśmy chłopa więc odjechał ;)

Po wskazaniu przez jakąś panią kierunku w  który powinniśmy iść, po rozmowie z dwoma Tajami którzy nie mieli pojęcia gdzie powinniśmy się udać, zobaczyliśmy na ulicy jadący autobus 503! Więc szybko pobiegliśmy w stronę najbliższego przystanku (tego samego na którym byliśmy wcześniej…) i nie wiedząc czy to autobus w dobrą stronę, wpadliśmy do  niego z naszymi plecakami które już wtedy wydawały się ważyć 100kg ;) W autobusie byliśmy jedynymi białymi ale nie byliśmy jakąś atrakcją, a słodki  pan sprzedający bilety obiecał powiedzieć gdzie mamy wysiąść (Democracy Monument).

Zaraz po wyjściu z autobusu trafiliśmy na naszą uliczkę,wcześniej będąc zaczepianym przez lokalnych którzy pytali skąd jesteśmy, kiedy przyjechaliśmy itd. naprawdę wszyscy tu są mega sympatyczni, pomocni i uśmiechnięci.

Khao San Road to takie trochę Polskie Krupówki – mnóstwo straganów z jedzeniem, kawiarenkami, rzeczami do kupienia, usługami,agencjami turystycznymi  itd.generalnie nic ciekawego, ale zapewne nigdzie indziej nie znajdziemy w jednym miejscu takiej mieszanki kulturowej. Jak dla nas nieciekawie, za głośno i tłoczno, ale jest to dobra lokalizacja pod względem odległości od turystycznych atrakcji.

Dziś daliśmy sobie na wstrzymanie, odsypiamy lot i wyskoczyliśmy tylko coś przekąsić, ale jutro planujemy pospacerować po Bangkoku. Pod wieczór była ulewa i teraz trochę kropi, ale generalnie cały dzień było przyjemnie ciepło, duszno i parno ;-)

Pad- Thai Fried Noodle + Vegetable (MNIAM)IMG_0436Paweł konsumuje jakąś filetowaną rybkę z trawą cytrynową, innymi pysznościami i ryżem

WP_20140807_19_18_23_Pro

Wejście do  naszego hostelu (obok sklepu z czapkami itd)IMG_0434

Reklamy

5 myśli w temacie “Krzaczki, wszędzie krzaczki!

  1. „..idąc wzdłuż ulicy Khao San napotkać można również stoiska ze smażonymi insektami – od przeróżnej wielkości larw, żuków, koników polnych, chrabąszczy po skrzydlate karaluchy i skorpiony. W smaku są raczej lekkie, słone, suche, w smaku przypominające często ziemniaka.”

    BON APPETIT kochani! ;) pomyślcie, że to frytki belgijskie :P

    Buziaki! :*

  2. zdjęcie 1 i 3 nie chcą się otworzyć na pełne okno ( chyba że tylko mi więc luz )
    a tak w ogóle to już cholernie wam zazdroszczę !!
    brat dawaj jakiegoś żółwia na ruszt !!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s