Co za dzień, co za wieczór, co za noc!!

Wykwaterowaliśmy się z KL i wyruszyliśmy na podbój wioski Kuala Selangor. Jest to jedno z dwóch miejsc na świecie… Jest to jedno z dwóch miejsc na świecie gdzie można zobaczyć niesamowity spektakl natury – świecące owady w ogromnej ilości (takie trochę świetliki ale jakoś się chyba inaczej nazywają :) ). By się tam dostać musieliśmy wsiąść w autobus na stacji znajdującej się niedaleko naszego hostelu. Do miasteczka jedzie się ok 2 godziny i zgodnie z instrukcją znajdująca się na oficjalnej stronie rezerwatu, trzeba podejść z nowego dworca autobusowego do starego, skąd najlepiej już wziąć taksówkę. Oczywiście nie mogło to być takie proste… Bo droga którą mieliśmy iść okazała się coś a’la autostradą na której chodnika nie ma. Nie było też jak nawet złapać po drodze taksówki. Szczęśliwie poznaliśmy miłego Pana który doradził nam że po pierwsze nie opłaca się tak wcześnie jechać do rezerwatu (było ok 15), po drugie nie ma szans żebyśmy tam doszli więc zaoferował swoją pomoc i podrzucił nas z powrotem do „centrum”. Po trzecie – bezsensu żebyśmy zostawali na noc w rezerwacie, i że lepiej będzie nam zostać na noc tu w jednym z hoteli. Powiedział też że turyści często idą na wzgórze nakarmić małpy zanim wyruszają do rezerwatu. No to co, nie będziemy gorsi. Dużo mieliśmy czasu, to poszliśmy na wzgórze. Już na początku chciałam zrobić zdjęcie jednej małpie która od razu ruszyła na mnie z zębami haha.

IMG_2712_zmien rozmiary

Trochę mnie przestraszyła bo wyglądała jakby chciała mnie zaatakować ale na szczęście sobie odpuściła ;) natomiast komary chyba widziały w nas niezłą tarczę i po kilku minutach spaceru mieliśmy ich dość! MUGGA na ciało i można było iść dalej ale stwierdziliśmy że najpierw się gdzieś zakwaterujemy. Znaleźliśmy hotel w dobrej lokalizacji, pokoje nie wyglądały super ale robali widać nie było, klima działała, pościel czysta, no i podgrzewacz do wody był. Czego chcieć wiecej?:) No dobra, jak zapłaciliśmy to dotarło do nas w jakiej dziurze jesteśmy. Odrapane ściany, pościel chyba jednak mogłaby być lepsza, łazienka w kiepskim stanie i klima też dziwnie chodzi. No cóż, to tylko jedna noc, nie będzie tak źle!

Poszliśmy coś zjeść i podczas rozmowy z panią kelnerką wyglądało na to że a)możemy wcale nie zobaczyć świetlików bo mocno dziś padało b) nie jedziemy w zorganizowanej grupie to moze być problem z dojazdem c) w ogóle to poleca nam jakiś inny rezerwat bliżej KL. No masakra! Wszystko nie tak! Co tu robić?! Ok. Spokojnie. Nie poddawać sie, to po pierwsze. Przyjechaliśmy tu po coś i to zobaczymy. Tak? Tak!

Pani zadzwoniła nam na taksówkę i umówiła się z nią że przyjedzie po nas o 7:30, zawiezie nas na miejsce, poczeka i odwiezie z powrotem za całkiem niezłą cenę. Bierzemy!

Rezerwat otwarty jest od około 19:30, pierwsze wypłynięcie łodzią jest ok. 19:45-20:00. Koszt 15 MYR od osoby, dostaje się kamizelkę, a sam rejs trwa ok 30-40minut. Ostatni rejs ma miejsce chyba ok 9:30-10:00. Zakaz fotografowania, zwłaszcza z fleszem. Panuje tam taka ciemność że nawet nie próbowałam robić zdjęć ale uwierzcie na słowo – jest cudownie, magicznie!

Suma summarum Firefly Park Resort jest świetne! Spektakl jaki natura nam przygotowała był przepiękny, czapki z głów. Śmialiśmy się z Pawłem że podniecaliśmy się jednym, dwoma świetlikami w Krakowie…a tu? Na jednym drzewie było ich tysiące! Niektóre migały idealnie zsynchronizowane ze sobą, a inne w zupełnie innym, sobie tylko znanym rytmie. Nie bez powodu często ten widok porównywany jest do drzewka świątecznego – świetliki wyglądały jak migające lampki na choince w Święto Bożego Narodzenia.

Na prawdę warto zobaczyć jakie wspaniałe potrafią być nawet takie małe zwierzątka.

Jest taka scena w „Little Mermaid” gdzie Mała Syrenka płynie z księciem na łódce, ptaki i rybki śpiewają „kiss the girl” – mniej więcej tak sobie  to wyobrażałam hihi :) było PRAWIE tak samo ;-)

IMG_2729_zmien rozmiary

Dużo mieliśmy zachodu, trochę stresu by tu dotrzeć.. ale ile ludzi poznanych, ile przygód..dlatego właśnie to robimy!!

Z innej beczki to gdy wróciliśmy, okazało się że jest jakaś imprezka na dzielni!! Jakiś showman wyje do mikrofonu a dosłownie zaraz obok niego szaman (nie wiem jak się nazywa chiński „ksiądz” ;) ) błogosławi /rozgrzesza/modli się o powodzenie ludzi którzy podchodzą do niego. Palą się świece, kadzidła, w wielkich donicach ogień, przy szamanie suto zastawione stoły z różnymi przysmakami – od owoców po prosiaki, zgrzewki Guinnessa czy drożdżówki. Nie wiemy o co chodzi ale przyglądamy się z ciekawością.

IMG_2733_zmien rozmiary

Okazuje się że jakiś bożek chiński ma dziś urodziny! Z tej okazji te dary, modlitwy o powodzenie i pomyślność, szepty do szamana i jego błogosławieństwa. Zostałam też zaproszona do ustawienia się w kolejce i otrzymałam „for good luck” kopertę ze stemplem od tego szamana, w której myślałam że może jest jakaś wróżba czy coś.. Otwieram, a tam 2 MYR;) no to pytam czy mam to komuś dać albo coś za to kupić, oddać?! Ale okazuje się że pieniądze są dla mnie by mi się wiodło:)

Zostaliśmy też zaproszeni do jakby świątyni w mieszkaniu gdzie wszyscy wchodzili i wychodzili, więc stwierdziliśmy że chyba też nas stamtąd wypuszczą;) otrzymaliśmy kadzidła i świece które odpaliliśmy od palących się już wcześniej świec – każde kadzidło reprezentować miało nasze życzenie. Po tej czynności za 5 MYR kupiliśmy księgi które mieliśmy spalić w tych donicach i dzięki temu się oczyścić. Bardzo ciekawe doświadczenie! Nie do końca sobie ze wszystkim radziliśmy więc dobrze że z pomocą przyszedł nam dziadzio który pokazał co gdzie i jak (bo np w niektórych miejscach trzeba było zostawić trzy kadzidła, w innych po jednym, świece odpalać w konkretny sposób itd).

Super było to obserwować i być trochę częścią tego ciekawego obrzędu.

NIESTETY kiedy wróciliśmy do pokoju zastaliśmy… pana karalucha koło łóżka!!! Więc…..śpimy na zmianę!! Był jeden i jego trup już leży w koszu, ale jak był jeden to może być więcej!!! On był wielkości mojego kciuka!!!! Pierwszy raz widziałam tego oblecha (czy ja pisałam coś wcześniej o małych wspaniałych zwierzątkach?!?)! Ja wiem, wiem że jadłam robaki i to było obleśne, ale one były usmażone, z sosikiem i przyprawami! I nie ruszały swoimi wielkimi czułkami! Tak na przyszłość (mam nadzieję że się nie przyda….): jakieś rady? Jak sobie z nimi radzić, jak sprawdzać pokój pod tym kątem? A jak już się trafią to co robić (jeśli się nie ma możliwości ucieczki z piskiem…)?!?!?

Pawełek sobie śpi w najlepsze a ja trzymam wartę hihi

Jutro jedziemy do Cameron Highlands zobaczyć pola herbaciane, a później uderzamy na wyspę Patpong gdzie zabawimy dłużej żeby naładować akumulatory.

edit: warta nie wyszła bo padłam, zasnęłam koło Pawełka (tak by the way to tu też myślą że jesteśmy rodzeństwem…) ale na szczęście nic nas nie zjadło! :)

Niestety jest tu tak wolny internet że nie damy rady zamieścić zdjęć. Ledwo udało nam się dodać te trzy.

Reklamy

11 thoughts on “Co za dzień, co za wieczór, co za noc!!

  1. Dobrze, że mam co poczytać! :) I co oglądać! co prawda nie jest to zbyt mądre posunięcie biorąc pod uwagę naszą piękną pogodę i fakt, że jest się „uwięzionym” przed pracowniczym komputerem, no ale cóż… sprawiliście, że co najmniej połowa Waszych znajomych ma motywację do działania i chętkę do podróżowania! Całuję mocno i śledzę! :*

  2. Lalala kiss the girl😊 czy Paweł był wystarczająco romantyczny? szkoda że tego się nie dało sfilmować…świetlików oczywiście…hej, a co z szacunkiem do każdego stworzenia? karaluch tak bezwstydnie zaciukany to nie całkiem eko 😉 ( ja bym się bała go nawet zaciukać), uważajcie na siebie!!!

    1. Trzeba bylo go niestety zaciukac bo to bylo ewidentne zagrozenie naszego zycia!:) a teraz mamy malezyjski RAJD i nie zawahamy sie go uzyc;)
      romantiko bylooo sialalalala

      1. Haha przypomniało mi to naszą sytuację z Granady, kiedy mieliśmy w kuchni coś wielkiego i już teraz nie pamiętam kto czym, ale jedno z nas atakowało butem, drugie miotłą i efekt mam na zdjęciu – na podłodze leży brudna patelnia, but, miotła i trup tego czegoś, czego zwłoki wyrzucaliśmy z domku z jeszcze większym strachem niż przeprowadzaliśmy zabójstwo. Inna sytuacja to wielkie coś (pająk) pod prysznicem na safari w Kenii, którego po prostu zamknęliśmy pod szklanką, i największy karaluch, jakiego w życiu widziałam, w moim pokoju w akademiku w Tunezji – miał na nodze (odnóżu?) zawieszony kłąb kurzu i zwinęty długi włos, więc widać było proporcjonalnie jak jest wielki. Ale daleko szukać nie trzeba, bo u rodziców Dana w Londku na dole są takie dziwolągi, że podczas ostatniego pobytu też kilka skończyło pod szklanką (ale zaraz wypuszczaliśmy na wolność na zewnątrz, morderstw już nie było). Karaluchy chyba ciągną do jedzenia, więc nie zostawiajcie nic na wierzchu, najlepiej nie miejcie nic, co nie jest w opakowaniu. No i trzeba się przyzwyczaić, a zapewniam, że się da – w Tunezji jadłam na stołówce obiad z małymi karaluchami biegającymi po tacce i stole i mnie to już nie wzruszało ;D Smacznego i powodzenia!

      2. hahaha sie usmialismy:) no sorry ale no mercy dla takich robakow, nie jestem w stanie z nimi koegzystowac! my tego naszego malego forfitera najpierw rajdem spryskalismy, ale uciekl pod lozko (!!), po czym wylazl z drugiej strony jak gdyby nigdy nic! druga porcja spreju go przydzumila i wtedy Pawel go walnal butem. Dzizas jak chrupnelo!!!!

      3. Ekhm, na mózg mi się już rzuca, a nie mogę edytować komentarza, więc tu sprostuję – nie Granady, a GrEnady i nie Kenii, a Tanzanii buahahaha. Ja nawet nie byłam na safari w Kenii :D Wiem, że to nieistotne szczegóły, ale nie mogę patrzeć, że takie głupoty piszę haha

      4. Haha nie miał z Wami szans, biedak :] Broń chemiczna i konwencjonalna- nie ma mocnych. Też mi się coś przypomniało o pryskaniu owadów/robali, ale niesmaczne to, więc nie będę pisać ;) Idę oglądać zdjęcia :*

  3. Moi znajomi także kibicują Wam codziennie, ja po przeczytaniu wpisu, idę do pracy z większą energią , oczywiście pracuję wydajniej i myślę- życie jest piękne!!!!!!!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s