Bali po naszemu

Jesteśmy w miasteczku Ubud gdzie spędzamy kilka nocy przed naszą upragnioną, wymarzoną wizytą na rajskiej plaży. Ale o tym później, nie w poniedziałkowy poranek!;)

Zanim tu dotarliśmy, zawsze na myśl o Bali przychodziły nam do głowy rajskie plaże z lazurową wodą dlatego nie do końca czujemy że jesteśmy właśnie tutaj. Zrezygnowaliśmy z plażowania na tej wyspie bo słyszeliśmy że tłoczno i nie tak cudownie jak na innych wysepkach. Skupiliśmy się na razie na poznaniu trochę kultury tego miejsca, a jest ona przebogata.

Bali diametralnie różni się od Jawy – ma domy z przepiękna ornamentyką, cudowne kapliczki, soczystą zieleń pól ryżowych, palm i lasów, a przed budynkami leżą dary dla bogów wraz z kadzidełkami które Balijczycy zostawiają każdego dnia. Bali to przede wszystkim wyspa świątyń, jest ich tu ponad 20 tysięcy, a w każdej wiosce muszą być przynajmniej trzy.

IMG_6387_zmien rozmiary

Miasto Ubud to centrum kulturalne i artystyczne wyspy, znajduje się tu sporo galerii sztuki czy warsztatów rękodzieła – czapki z głów dla niektórych artystów. Podobno tutaj miała miejsce akcja książki/filmu „Jedz, módl się, kochaj”- nie wiedzieliśmy o tym wcześniej, ale faktycznie w wielu sklepach widzieliśmy jakieś dekoracje domowe z tytułem tej książki.

Trochę pobłądziliśmy po mieście, ale odwiedziliśmy też Małpi Las który zamieszkują makaki.

IMG_6291_zmien rozmiary

Miejsce jest to bardzo ważne dla Balijczyków gdyż symbolizuje harmonię we współżyciu ludzi z naturą. Na terenie lasu znajdują się też trzy świątynie (a jakże) w których często odbywają się uroczystości czy festiwale. Religia balijska ma w sobie elementy hinduizmu, animizmu ale też wiary w duchy przodków. Dlatego las odgrywa ważną rolę w kontakcie z duchami, a małpy są chronione gdyż według ich wiary mogą one strzec świątynie przed złymi duchami.

Małp jest w lesie całe mnóstwo (chyba ok 300), także są dosłownie wszędzie. Przy wejściu są instrukcje co zrobić gdy małpa na ciebie wskoczy i jak się nie zachowywać (tylko spokój nas ratuje!). Wystarczy tylko na chwilę usiąść na murku a już ma się koło siebie kilka małpek liczących na jakiś smakołyk. Na terenie lasu sprzedają banany (drogo) więc turyści często karmią makaki, lub inaczej mówiąc – pozwalają sobie je wyrywać z rąk ;)

IMG_6329_zmien rozmiary

Błądzenia po mieście ciąg dalszy – naprawdę polecamy zejść z głównych ulic bo można np. trafić na przepiękne pola ryżowe, a w ich głębi na chatkę w której sprzedają pyszne świeże soki owocowe. Można też spotkać pięknych Balijczyków którzy wydają się wiecznie uśmiechnięci i niczym nie strapieni.

Postanowienie na dzień kolejny – wynajęcie skutera. Sporo naczytaliśmy się o problemach z policją kiedy nie ma się międzynarodowego prawa jazdy, ale zdecydowaliśmy się zaryzykować bo jak wiemy – jest ryzyko, jest przyjemność! Skuter to naprawdę najlepsza opcja na Bali bo za koszt ok. 15zł za dzień (na dzień czyli do godziny 18 tego samego dnia!) byliśmy w stanie wchłonąć trochę prawdziwego oblicza wyspy, nie tylko tego turystycznego.

IMG_6780_zmien rozmiary_zmien rozmiary

Dzięki temu możemy śmiało powiedzieć że Bali da się lubić i na pewno nie jest przereklamowana, o ile nie siedzi się w turystycznym kurorcie. Oprócz podziwiania okolicznych wiosek odwiedziliśmy też (przez przypadek) świątynie Gunung Kawi, oraz bardzo interesującą Pura Tirta Empul czyli świątynię gdzie Balijczycy przyjeżdżają odbyć rytualną kąpiel. Świątynia zbudowana została w X wieku, wokół gorącego źródła które do tej pory bulgocze na dziedzińcu.

IMG_6710_zmien rozmiary

Ruszyliśmy dalej na naszym rumaku i w pewnym momencie zaczęliśmy mijać sporo znaków z zaproszeniem na balijską kawę, m.in luwak. Zatrzymaliśmy się tam gdzie nie było żadnych samochodów i trafiliśmy do miłej rodzinnej restauracji gdzie zjedliśmy ukochany Nasi Goreng oraz napiliśmy się kawy. Syn właścicieli oprowadził nas po ich ogrodzie gdzie rosła wanilia, goździki, pieprz, chilli, i oczywiście kawa. Pokazał nam też dwa łaskuny które „pomagają” im w produkcji kawy luwak. Wyjaśniając, kawa luwak jest wytwarzana z ziaren kawy które wydobywane są z odchodów łaskuna (zwierze bardzo lubi owoce kakaowca ale nie trawi jego nasion).

Naszego jednoślada skierowaliśmy w kierunku największej na Bali świątyni Pura Besakih, po drodze mijając kilka pięknych miejsc widokowych na jezioro Bratan oraz wulkan Batur. Ah, wiatr we włosach (pod kaskiem), słońce, my, życie jest piękne…zakręt, las, zakręt,widok,zakręt, gwizdek, halt! Kontrola policji. Krótka scenka szukania prawa jazdy i ściema łamaną angielszczyzną że zapomnieliśmy z hotelu jednak nic nie dała, i pan policjant powiedział że możemy jechać na posterunek policji (wspominając coś o 2 mln Rp). Za moment jednak okazało się że jest też inne wyjście – zapłacenie mandatu w wysokości 250,000 Rp i jechanie dalej. Przygotowaliśmy się wcześniej na ten wypadek i przełożyliśmy z głównej kieszonki portfela grubszą kasę, zostawiając tylko 150,000 Rp. Powiedzieliśmy policjantowi że nie mamy takiej kwoty, i że w sumie te 50,000 Rp potrzebujemy jeszcze na benzynę ,więc możemy zapłacić tylko 100,000;-) zgoda, zgoda, a co jeśli znów nas policja zatrzyma? Spoko, powiedzcie że już zapłaciliście. Pierwsza mandato-łapówka w naszym życiu ;-)

Ostatnia świątynia Pura Besakih jest przepiękną czynną świątynią, z której Balijczycy są bardzo dumni. Składa się ona z kilkudziesięciu świątyń wybudowanych na zboczu wulkanu Gunung Agung, kompleks jest na kilku tarasach, połączony schodami.

IMG_6832_zmien rozmiary

Uwaga na naciągaczy! My prawie daliśmy się zrobić w kuku bo przed samą świątynią stoją „przewodnicy” i mówią że odbywa się tam ceremonia i turysta bez przewodnika nie może tam wejść. Wskazał nam jakieś inne wejście gdzie możemy iść, i tam siedział jakiś gość który potwierdził to co usłyszeliśmy wcześniej. Paweł zaczął się wykłócać i mówić że mu się to nie podoba, kiedy usłyszał to jeden z turystów przechodzący obok nas. Powiedział że możemy tam iść sami, a to są naciągacze. Ufff….poszliśmy nie tracąc kolejnych Rupii ale niesmak pozostał ogromny! Trochę zdegustowani ruszyliśmy w stronę Ubud by zdążyć przed zachodem słońca….a wieczór spędziliśmy w przemiłej knajpce na pysznym jedzonku.

Reklamy

3 myśli w temacie “Bali po naszemu

  1. No, ale mi ciśnienie podnieśliście , zanim doszłam z czytaniem do mandato- łapówki myślałam, że nagle osiwieję, już Was widziałam na jakimś posterunku bez wody i jedzenia, plecaki zabrane, dokumenty też , nie popieram takiego ryzykownego działania,
    Buziaki i błagam – podnoście adrenalinę w inny sposób :)

  2. No ładnie! To ile zapłaciliście w przeliczeniu na złotówki? Btw zauważyłam, że przychodzę tu się zrelaksować, więc dzięki! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s