Kilka chwil w Rangunie

Szukając informacji o Birmie, spotykaliśmy się wszędzie ze stwierdzeniem że jest nieskażona turystyką, autentyczna. Że jest to ostatni dzwonek by poczuć jej klimat i poznać prawdziwą, niewymuszoną życzliwość ludzi. Przyjechaliśmy zbyt późno?

Absolutnie nie. Ludzie w Birmie są niesamowici i głównie oni sprawiają, że człowiek chodzi ciągle z uśmiechem na twarzy. Turystów przyjeżdża tu coraz więcej i najczęściej przebywają w tych samych, dostępnych dla białych, miejscach – Rangun, Mandalaj, Bagan, Inle Lake etc. Ale pomimo to,  nadal odczuwa się ciekawość Birmańczyków względem turystów, która jest zresztą odwzajemniona. Każdy kto jest w stanie powiedzieć coś po angielsku, choćby to było „hello”, od razu nas zaczepia. A uśmiech pojawiający się na ich twarzy kiedy powiemy kilka słów po birmańsku jest rozbrajający. Dzieci otwierają szeroko buzię na nasz widok, by zaraz z ogromnym uśmiechem machać do nas ile sił i wołać „hello! mingalaba!”.
Jest to miła odmiana po innych krajach Azji gdzie często ktoś jest dla nas miły bo chce nam coś sprzedać ;)
Tutaj chcą wiedzieć skąd jesteśmy, na jak długo przyjechaliśmy, czy nam się podoba, ale też czy u nas w Polsce również mamy np. herbatę lub jakieś potrawy:)
Rangun który znajduje się na południu Birmy jest dość głośne, zanieczyszczone, zatłoczone, ale ma świetny klimat. Bardzo przypadł nam do gustu, zwłaszcza że jest tam mnóstwo uliczek po których można pobłądzić i poobserwować normalnie toczące się życie. Wokoło chaos – ale odczuwalny raczej tylko przez Europejczyka; widać też dużą biedę, ale w końcu Birma jest jednym z biedniejszych krajów Azji.
Jak zwykle nie zobaczyliśmy pewnie wszystkich pomników, stup, świątyń, ale ileż można..a przecież to ludzie są ciekawsi od jakichś budowli (z całym szacunkiem oczywiście…). Nie dopisała nam też pogoda bo spędziliśmy tu kilka dni i codziennie padało po kilka godzin, co niestety znacząco utrudniło zwiedzanie. Ale ponieważ nie jesteśmy z cukru, staraliśmy się mimo wszystko sporo chodzić.
Spacerując po mieście, a właściwie wszędzie w Birmie, trzeba uważać na ulicy bo kierowcy mają w głębokim poważaniu każdego pieszego. Jak już się zacznie przechodzić przez ulicę to lepiej się nie zatrzymywać, nie można też liczyć że jadący samochód widząc nas zatrzyma się albo zwolni. Nie, nie, tutaj pieszy musi robić slalomy i moonwalk, a najlepiej jeszcze znać podstawy akrobatyki. Alternatywą jest „podpięcie się” pod lokalnego i zasłanianie nim tak, że w razie czego samochód walnie jego a nie nas. Trzeba sobie jakoś radzić :) dużym plusem Rangun jest brak motorów na ulicach – po tym jak jakiś motocyklista robił sobie żarty z urzędnika państwowego, ten z dnia na dzień wystosował zakaz poruszania się motorami.
IMG_6871
W mieście można podziwiać stare budynki z czasów kolonii brytyjskiej, niektóre są opuszczone, inne w trakcie odnawiania, jeszcze inne zamieszkałe. Ale mimo wszystko to nie one najbardziej przykuwają uwagę, bo to na poziomie oczu dzieje się najwięcej. Całe miasto po prostu pulsuje, oddycha, żyje, samochody jadą i ciągle trąbią (bardzo dużo trąbią!), bileterzy autobusów wykrzykują kolejne przystanki, ludzie chodzą we wszystkie strony, sprzedawcy zachwalają swoje towary. Czuć spaliny, smażony olej, słodkie ananasy, dym papierosowy. Dosłownie na każdym rogu stoi sprzedawca betla, używki która barwi zęby i ślinę na czerwono. To oczywiście skutek uboczny, bo sama używka odpręża, dodaje sił i energii ale też trochę omamia, ma się lekką fazę innymi słowy. Tak przynajmniej wnioskujemy z gestykulacji jednego chłopaka który chciał nas tym poczęstować. Grzecznie odmówiliśmy, choć korci nas by spróbować.
Mimo że konkurencji jest sporo, widać że każdemu interes idzie bardzo dobrze, popyt jest ogromny bo używkę kupują mężczyźni i kobiety w każdym wieku, również dzieci. Na każdym stoisku znaleźć można te same składniki: liść pieprzu betelowego, mleko wapienne, jakieś przyprawy i orzeszki palmy areki.
IMG_6868
Liść smarują mlekiem i na to sypią resztę składników, później zwijają i takie zawiniątko wkładają sobie do ust (między policzkiem a zębami). Teraz pozostaje czekać aż betel puści soki, a ponieważ soki + ślina to za dużo płynów w ustach, to trzeba się ich pozbyć. Jak? A no najlepiej wypluć, tak więc charanie gdzie popadnie to norma w Birmie. W środkach transportu mają woreczki do których plują więc nie jest tak obleśnie, ale mimo wszystko odgłosy robią swoje. No i nie ma jak spacerować i zachwycać się klimatem, architekturą i ludźmi, gdy nagle niemal pod stopami spada czerwona mela. Uroczo :)
Na co od razu zwraca się również uwagę, to pomalowane na żółto twarze kobiet i dzieci. To tanaka czyli maść z kory drzewa tanaka, która ochrania przed słońcem i pielęgnuje skórę. Wygląda to bardzo egzotycznie i trzeba przyznać że bardzo niektórym kobietom do twarzy w takim „makijażu”.
Tradycyjnym strojem tutaj są spódnice i chodzą w nich zarówno kobiety (hta-main) jak i mężczyźni (longyi). Wyglądają bardzo wygodnie i gdybyśmy tylko mogli w nich chodzić w Polsce po powrocie, na pewno byśmy sobie takie sprawili (zwłaszcza Paweł :D). Choć moglibyśmy mieć problem z wyborem, bo od pięknych materiałów, wzorów i kolorów może się zakręcić w głowie.
Będąc w Rangun odwiedziliśmy również Bogyoke Market który jest sporym bazarem gdzie można kupić pamiątki, lokalne wyroby, coś zjeść i oczywiście porobić zdjęcia. W sumie nic ciekawego dla kogoś kto nie ma zamiaru nic kupić, więc nie spędziliśmy tam dużo czasu. Wpadliśmy tam wracając z dworca gdzie zakupiliśmy bilet na pociąg do Mandalaj.
IMG_6686
Wybraliśmy upper sleeper class czyli przedział z łóżkami mając w pamięci tajski nocny pociąg. I choć naczytaliśmy się że ciężko, że trzęsie, że spać nie można to postanowiliśmy sprawdzić na własnej skórze. I wiecie co? Ci co odradzali, mieli rację ;) nie jest najgorzej ale faktycznie człowiek cały skacze po łóżku. Da się przeżyć kilkanaście godzin w takim transporcie, widoki są ładne, lokalni wokoło, cenowo też wychodzi dobrze, ale na pewno to nie najwygodniejszy środek transportu. Trzeba to później i tak odespać w hostelu.

DCIM100MEDIA


Dodatkowe informacje:

– w Birmie nie ma problemu z płaceniem dolarami lub kyatami (noclegi/usługi)
– dolary nie muszą być aż tak idealne (mieliśmy z pogiętymi rogami lub zgięte w pół i było ok), ale nie mogą być popisane czy podarte
– cena pociągu nocnego z Rangun do Mandalaj – 12,750 kyat / osoby
– koszty:
butelka wody: 300-500 kyat
piwo: ok 1,500-3,000 w zależności czy lokalny i czy w sklepie/knajpie
obiad: od 1,000 wzwyż (przy wegetariańskiej opcji)
– Birma jest zupełnie inna od Tajlandii, nie ma tu aż tyle gar-kuchni czy supermarketów, kramików itd.
– lokalna TV i jej programy jest fenomenem, każdy Birmańczyk przy włączonym telewizorze totalnie się zawiesza i co chwile chichra ;)
– w Birmie był kiedyś ruch lewostronny tak więc kierownica w samochodzie była po prawej stronie. Zmieniono później ruch na prawostronny, ale kierownice po stronie prawej pozostały..jest to bardzo częsty widok i niestety kierowca za dużo nie widzi kiedy musi wykonać manewr wyprzedzania czy skrętu. Ma najczęściej siedzącego obok pomocnika który mówi mu jak jechać :)
Zdjęcia z Rangun:
Zdjęcia z pociągu:
Reklamy

2 myśli w temacie “Kilka chwil w Rangunie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s