Vientiane, stolica Laosu

Stolica Laosu to chyba najmniejsza stolica na świecie, i spokojnie można zwiedzić ją w jeden, maksymalnie dwa dni. Vientiane nie ma za dużo do zaoferowania, samo centrum jest małe i można je obejść lub objechać rowerem. Gdy natomiast wychodzi się trochę poza centrum, to dość szybko chce się zawrócić bo naprawde nie ma tam nic ciekawego.

Do zobaczenia jest kilka świątyń, pomników, Patuxai czyli brama zwycięstwa (zbudowana na wzór Łuku Triumfalnego na Polach Elizejskich), okolice rzeki Mekong, oraz dość popularny park Buddy znajdujący się poza miastem.
Początkowo planowaliśmy zostać tu tylko dwie noce, ale okazało się że za kilka dni jest interesujący festiwal więc zostaliśmy dłużej.
I tak na pierwszy rzut zwiedziliśmy świątynię Wat Si Saket gdzie spoczywa wielki Budda, wyglądający na szczęśliwego po udanej drzemce.
img_9719
W tej świątyni pierwszy raz podczas naszej podróży widzieliśmy też pracujących fizycznie mnichów – dość niespotykany widok.
Poszliśmy również na wspomniany Łuk Triumfalny który robi średnie wrażenie zarówno z dołu jak i z góry. Budowla powstała dla uczczenia niepodległości Laosu od Francji i jest wizytówką Vientiane. Z tego względu warto się przespacerować z centrum by ją zobaczyć, a dodatkowo by zobaczyć dość ciekawy jej opis na ścianie :)
img_9679
Znaczy on mniej więcej:

Na północno-wschodnim krańcu Alei Lane Xang wznosi się budowla przypominająca Łuk Triumfalny. To Patuxai, czyli Brama Zwycięstwa Vientiane,  zbudowana w 1962 roku, ale nigdy nie dokończona ze względu na burzliwą historię kraju. Z bliska wygląda jeszcze gorzej, jak potwór z betonu. Mieszkańcy miasta korzystają obecnie z łuku i otaczającego go placu jako miejsca do wypoczynku. Siódme piętro budowli ma też doskonały taras widokowy, z którego widać panoramę miasta.

Podejrzewa się że Laotańczycy skopiowali opis z jakiegoś przewodnika i niezbyt dokładnie go sobie przetłumaczyli zanim umieścili go na ścianie:)

Odwiedziliśmy też wspomniany Park Buddy, całkiem ciekawe miejsce do którego podróż w dwie strony zajęła nam chyba dłużej niż samo zwiedzanie (jedzie się ok 45 min w jedną stronę). W parku można znaleźć bożki i figurki buddyjskie czy hinduistyczne, więc całość tworzy dość interesujące połączenie.
 Mieliśmy też okazję obserwować jak bawią się na festynie Laotańczycy. Oj działo się! Mnóstwo jedzenia, taniej odzieży, balonów, jeszcze więcej loterii i konkursów, a najwięcej megafonów i głośników wielkości naszej lodówki;) im głośniej, tym lepiej, a nam kakofonia dźwięków rozsadzała bębenki. Chyba to jest ich taktyka by stępić jeden ze zmysłów, wtedy łatwiej im człowieka omamić i przekonać do kupna. Jak nie słuch to wzrok lub węch – od kolorów i zapachów kręciło się w głowie. Do tego tabuny ludzi ze wszystkich stron, a my z nimi idziemy,tip-toczkami, jak kiedyś na „Tandecie” w Krakowie, tylko tu między Laotańczykami:)
 Wspomniane święto w którym uczestniczyliśmy to Boun Ok Phansa które kończy trzy miesięczny post mnichów. Po tym czasie nie są oni zmuszeni już do pozostania w jednej świątyni i mogą się bez problemu przemieszczać do innych.
Widzieliśmy jak świątynia koło naszego hostelu przygotowuje się do tego dnia conajmniej tydzień wcześniej -mnisi zamiatali podwórze, rozwieszali kolorowe chorągiewki.
W dniu festiwalu wszystkie świątynie od samego rana tłumnie odwiedzane były przez lokalnych którzy przynieśli jedzenie i dary mnichom. Pięknie, odświętnie ubrani Laotańczycy (tak niedzielnie, kościółkowo, coby się pokazać) mieli w misach ryż, kwiaty, pieniądze, owoce i przekąski. Przed każdą świątynią stał długi stół na którym leżały misy mnichów. To do nich wierni wkładali dary, wcześniej szepcąc do siebie słowa modlitwy (a jeszcze wcześniej, stojąc w kolejce obowiązkowo robili sobie selfie:) ). W tle słychać było modlących się starszych mnichów, dzwoneczki poruszane na wietrze, a w powietrzu unosił się zapach kadzideł.
img_9866
Po zapadnięciu zmroku festyn rozkręcił się na całego, a Laotańczycy przychodzili nad rzekę na ceremonię Lai Hua Fai. Zakupione wcześniej małe łódeczki zrobione z pnia drzewa bananowca i udekorowane kwiatami, koralikami, świeczkami i kadzidełkami, wypuszczali je nad rzeką. Wierzą oni że łódeczki zabiorą wszelkie nieszczęścia, pecha, a przyniosą szczęście.
img_9958img_9967img_9982img_9991
Oprócz światełek na rzece, lokalni często konstruuja łódki różnej wielkości (widzieliśmy około metrowe, ale też ogromne, długie na jakieś 20 metrów) które stawiaja przed swoim domem czy sklepem / hostelem i wieczorem zapalają na niej świeczki. Wygląda to bardzo klimatycznie. Do tego Laotańczycy podczas całego trwania festiwalu dobrze się bawia – jedzac, i pijac ze swoja rodzina i przyjaciółmi.
Kulminacją festiwalu jest wyścig łódek, nastepnego dnia po Lai Hua Fai, którego już nie widzieliśmy gdyż zmierzaliśmy do Tajlandii. Powoli konczyla nam sie wiza, i po skalkulowaniu sobie czasu i kosztow, stwierdzilismy ze bardziej oplaca sie nam zahaczyc o Bangkok i stamtad pojechac do Kambodzy.
Vientiane lezy zaraz przy granicy z Tajlandia wiec wystarczylo przejechac most przyjazni i juz bylismy po stronie tajskiej. Stamtad krotkim spacerem doszlismy do dworca kolejowego w Nong Khai gdzie niestety okazalo sie ze wykupione zostaly juz bilety sypialniane. Nie chcac zostac na noc w nieciekawym miasteczku, kupilismy opcje siedzaca. Przeciez nie moze byc tak zle…no nie bylo. Bo bylo tragicznie, i na pewno byl to jeden z najgorszych naszych transportow do tej pory. 11 godzin na siedzeniach ktore sie nie rozkladaly, nie bylo miejsca na nogi ani bagaze, ludzie lezeli na podlodze, glowami na siedzeniach, czesc osob stala bo byla to wygodniejsza opcja od siedzenia…masakra.

Kolejny wpis z kafejki internetowej, prosimy o wyrozumialosc :)


Praktycznie:
Wejscie do Patuxai: 3,000 LAK / os.
Dojazd do Parku Buddy: 6,000 LAK / os. (autobus nr. 14 z central bus station)
Wejscie do Parku Buddy: 5,000 LAK / os. (+ za aparat/kamere 3,000 LAK)
Dojazd do granicy, Friendship Bridge: 6,000 LAK / os. (autobus nr. 14 z central bus station)
Przejazd przez most przyjazni: 4,000 LAK / os.
Bilet na nocny pociag Nong Khai – Bangkok: 253 Baht / os.
Reklamy

2 myśli w temacie “Vientiane, stolica Laosu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s