Sajgon, jazda bez trzymanki!

Good morning Vietnam! Granicę lądową z Kambodżą przekroczyliśmy szybko i bezproblemowo. Odbębniliśmy standardowe formalności i pożegnaliśmy jeden kraj, a przywitaliśmy drugi. Jakie to proste, kiedy posiada się odpowiedni paszport. Mieliśmy ambitny plan złapania stopa do miasteczka Ha Tien, z którego już autobusem chcieliśmy pojechać do Ho Chi Minh czyli Sajgonu. Plan nie wypalił, bo chyba zabrakło nam cierpliwości i woleliśmy być w ruchu – byle do przodu. Efekt? Tryliard mijających nas motorów, i tylko kilka samochodów (kierowcy za podwiezienie chcieli od nas pieniądze) i w końcu: 7-kilometrowy marsz. Ale udało się, trafiliśmy na stację autobusową i po chwili byliśmy już w trasie. Nie jechało się zbyt komfortowo przez kiepską nawierzchnię (mocno trzęsło), ale było znośnie – nie takie niewygody przeżyliśmy. Zresztą byliśmy podekscytowani nowym państwem = nową przygodą.

15107450_802796333156193_1238486034421843350_n

W Sajgonie niedaleko stacji autobusowej umówieni byliśmy z naszą koleżanką, Phuong, którą razem z całą jej rodziną poznaliśmy w Birmie w sierpniu. Wtedy gdy tylko dowiedziała się że mamy zamiar odwiedzić jej kraj i miasto, zaproponowała że nas ugości. Niesamowicie ciepła, opiekuńcza i urocza osoba!  Zaskoczyła nas ogromną gościnnością i chęcią pomocy, która aż czasem nas onieśmielała. Mam nadzieję że kiedyś będziemy mieli możliwość odwdzięczenia się jej z nawiązką w Polsce.

 

Przyjechała po nas ze swoim sympatycznym chłopakiem i siostrą motorami, więc już na wstępie mieliśmy ciekawe doświadczenie. Jechaliśmy jakieś 30 minut po zmroku, po krzykliwym, oświetlonym mieście, gdzie poruszaliśmy się w rzece motorów, aut, rowerów i ogólnym chaosie. Widząc jak wygląda ruch na drodze, zaczęliśmy się zastanawiać czy kiedykolwiek będziemy  w stanie przejść z jednej strony ulicy na drugą? Nie wspominając o samej jeździe na motorze – trzeba być szalonym żeby jednośladem poruszać się po Sajgonie! Cóż, jak się później okazało, do szaleńców nie jest nam tak daleko;)

Dużym dla nas zaskoczeniem był wygląd i wielkość mieszkania naszej Wietnamki , i z tego co podpatrzyliśmy w okolicy, nie był to jakiś wyjątek od reguły. Mieszkanie składało się z jednego pomieszczenia z antresolą na której spały obie z siostrą, my natomiast spaliśmy na ziemi na dole, w salonie który równocześnie był kuchnią i garażem dla dwóch motorów. Oprócz tego była jeszcze mała łazieneczka z ubikacją i miejscem na umycie się w misce.

DCIM104MEDIA

Może brzmi to ubogo, ale jak się popatrzy na to z innej perspektywy, to właściwie na co komu dużo mebli, jak cały dzień spędza się poza domem? Najcenniejsze dla nich są motory, dlatego nie zostawiają ich na zewnątrz, a w centrum parkują na płatnych parkingach – tak by nikt ich nie ukradł.

Tak też robiliśmy i my, bo okazało się że Phuong zostawiła nam do dyspozycji swój motor! Było to niesamowicie pomocne, bo do centrum był spory kawałek, a jednośladem mogliśmy dzięki temu dojechać tam dość szybko.

W Sajgonie ruch uliczny wygląda jakby jego akcja miał miejsce w jakiejś grze komputerowej, w której trzeba omijać przeszkody i uważać by się nie rozbić. Już wyjazd na pierwszą główną ulicę okazał się dla nas wyzwaniem. Nikt tutaj kompletnie nie ustępuje pierwszeństwa, nikt nie zwalnia, nie zatrzymuje się. Wyjeżdżając z podporządkowanej ulicy kierowcy nawet nie zerkną, czy nie wjadą komuś pod koła. Każdy jedzie własnym tempem i jakimś cudem zwinnie wymija przeszkody w postaci rowerzystów czy innych motorów. Wszelkie zasady (o ile jakieś są) wydają się być umowne, a sukcesem wydaje się dojechanie do miejsca docelowego bez wypadku czy zadraśniętego motoru. Czerwone światło na skrzyżowaniach często w ogóle nie funkcjonuje, a jest tylko informacyjne – można więc jechać, ale trzeba uważać bo w końcu po prostopadłej ulicy też jadą pojazdy. Pasy na jezdni są jak u nas – dwa, trzy, w jedną stronę i tyle samo po drugiej stronie. Z tą różnicą, że tutaj na skrajnym pasie jeżdżą pod prąd. Jeśli już stoi się na światłach, to każdy pcha się byle dalej do przodu, byle wyminąć kilka pojazdów i móc ruszyć szybciej na zielonym.

img_3577

Kolanami dotyka się niemal innych obcych kolan, a spaliny ze wszystkich rur wydechowych uderzają mocno w nozdrza i wdzierają się w płuca. Nic dziwnego że wszyscy tu jeżdżą w maskach. W Sajgonie nie tylko po ulicy jeździ się jak się chce, ale również po chodnikach, więc można  zapomnieć o swobodnym poruszaniu się pieszo.

– Paweł, uważaj! Co ty robisz, czerwone jest przecież! Nie no, zginiemy! Aaaaa

– Uwaga, wyprzedza nas z prawej. O, i z lewej.

– Nie tak blisko! Uważaj na moje kolana!

– Zatrzymaj się, zatrzymaj się, bo on się nie zatrzyma. Zatrzymaaaaaaaj się!!!!!

Tak było mniej więcej każdego dnia podczas naszego pobytu w Sajgonie ;) Paweł dostosowywał się do chaosu i ogarniał „zasady”, czując się po pewnym czasie jak Wietnamczyk urodzony z motorem między nogami; a ja  – panikowałam, miałam oczy dookoła głowy, kontrolowałam mapę, i w duchu mocno przeklinałam. Ciekawe, bo niektórzy lokalni na wieść o tym że jechaliśmy na motorze mówili że jesteśmy szaleni, a inni że nas podziwiają. Jakkolwiek brzmi nasz opis poruszania się po mieście, prawdą jest że ten pozorny miszmasz jest możliwy do nauczenia się. Zaskakująco nie widzieliśmy jakoś dużo wypadków (ale zdarzały się), i każdy kierowca wydawał się kontrolować sytuację naokoło niego na drodze. Najważniejsze jest jednolite tempo, nie wykonywanie gwałtownych, nieprzewidywalnych ruchów, i sygnalizacja świetlna i głosowa. Proste, prawda? :)

W Sajgonie trochę się objadaliśmy, trochę spacerowaliśmy, a na pewno wypiliśmy sporo kaw– zarówno mrożonych jak i gorących, bo obok zielonej herbaty jest to napój nr. 1 w Wietnamie. Pycha:)

img_3568

Odwiedziliśmy War Remnants Museum by dowiedzieć się czegoś więcej na temat wojny wietnamskiej – gdzie jak nie w Wietnamie? Można znaleźć tam ciekawy zbiór fotografii pokazujący samą wojnę i jej przerażające efekty które odczuwalne są przez wietnamczyków do dnia dzisiejszego. Oprócz tego można zobaczyć samoloty czy czołgi amerykańskie, jak również jak wyglądało ówczesne więzienie dla więźniów politycznych.

img_1922

Pałac Prezydencki / Pałac Niepodległości również odwiedziliśmy, i stwierdziliśmy że nie jest porywający. Można się do niego przejść by zobaczyć m.in. jak wyglądało miejsce w którym przebywał prezydent i jego rodzina podczas wojny wietnamskiej.  „Must see” to to nie jest, ale ponieważ w Ho Chi Minh nie ma aż tak wiele atrakcji, to można i go odwiedzić.

Obowiązkowym punktem na naszej liście była Katedra Notre-Dame oraz zaraz obok niej – zabytkowa Poczta Główna, która nie tylko jest tylko atrakcją turystyczną samą w sobie, ale jest normalnie czynnym urzędem. Można oczywiście wysłać stamtąd kartki, czego nie zrobiliśmy i czego bardzo żałujemy ;-)

Kolejną atrakcją jest skwer w centrum Ho Chi Minh którego nie da się raczej pominąć, bo stoi tam wielki pomnik wielkiego prezydenta Wietnamu. Okolica skweru jest dość ciekawym miejscem gdzie widać jak nowoczesna architektura przeplata się ze starą – obok zaniedbanych budynków  zauważyć można nowoczesne wieżowce, a stare kamienice zamienione na młodzieżowe kafejki. Do jednej takiej kawiarni trafiliśmy dzięki Asi (Asia in Asia) która podczas naszej podróży spadła nam z nieba (dzięki niej mamy komputer na którym możemy pisać bloga!). Z kawiarni w której byliśmy rozpościerał się ładny widok na okolicę, dlatego spędziliśmy tam sporo czasu na rozmowie i obowiązkowo – robieniu sobie zdjęć :)

img_1847

Miłą niespodzianką był dla nas Turle Lake gdzie pojechaliśmy jednego wieczoru. Wietnamska młodzież spotyka się tam z przyjaciółmi by poplotkować, posiedzieć ze znajomymi.

DCIM104MEDIA

Sajgon na pewno będziemy wspominać bardzo miło ze względu na ludzi których mieliśmy okazję tam poznać i spędzić z nimi czas. Samo miasto może nie powala, ale ma swój osobliwy klimat. Poza tym to co na pewno utkwi w naszej pamięci na długo, to jazda na motorze która tylko z na pierwszy rzut oka wygląda ekstremalnie i przerażająco. Aha, a czy wspomniałam, że dopiero tam Paweł nauczył się jeździć na motorze z manualną skrzynią biegów? :)

Zdjęcia:

Video:

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Sajgon, jazda bez trzymanki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s