Kradzież, zwłoki i urwany tłumik. Nie taka bezpieczna ta Australia!

Z zachodniej Australii ruszyliśmy w stronę Adelaide, gdzie chcieliśmy zabawić trochę dłużej. Przed nami była długa droga  – ok. 3,500 km, i bardzo niebezpieczna – jak wiadomo, z każdej strony czyhają jadowite węże, śmiercionośne pająki, krokodyle z ostrymi zębiskami, kangury, wielbłądy i emu wyskakujące na jezdnie, i rekiny, wszędzie rekiny! I najgorsze – to, co rok w rok przynosi najwięcej zgonów wśród turystów  – ruch lewostronny. Serio.

Także możecie sobie wyobrazić, jak było szalenie niebezpiecznie podczas naszej 6-dniowej podróży samochodem. Nie uwierzycie, ale widzieliśmy węża pełzającego po drodze, tryliard rozjechanych kangurów konsumowanych przez kruki, hodowle emu, duże i małe pająki i ich olbrzymie sieci mieniące się w słońcu, żadnego krokodyla bo są raczej na północy Australii, a o rekinach tylko słyszeliśmy że i owszem, istnieją. Aha, i widzieliśmy dzikiego zająca co spieprzał przestraszony przed nami. Jak widzicie ledwo uszliśmy z życiem!

DCIM106MEDIA

Przeważająca część fauny którą widzieliśmy to muchy i mrówki. Te ostatnie były niemal wszędzie na campingach, zwłaszcza tych dzikich. Tylko stawiało się buta na ziemi, a już cała wycieczka wędrowała po naszych stopach i nogach – dość irytujące łaskotki. Nie wspominając o muchach. Muchy w Polsce są denerwujące, bo bzyczą, bo siadają na jedzeniu, krążą gdzieś nad głowami albo próbują wypić nam drinka. Ale australijskie muchy to zupełnie inna historia. To prawdziwe miłośniczki ludzi, ooo tak. Kochają każdy centymetr twojego ciała, czy to nagiego czy w ubraniu. Ubóstwiają twoje oczy, usta, nos, uszy i dlatego muszą ich dotknąć swoimi delikatnymi nóżkami, a skrzydełkami musnąć ich wnętrze. Jest im tak dobrze, tak przyjemnie, że muszą przy tych pieszczotach głośno bzyczeć. Miłość ta nie jest odwzajemniona, bo szczerze nienawidzimy tych małych, głośnych, łaskoczących potworów które gdy tylko wyjdziemy z auta, oblepiają nas jak chodzące, śmierdzące guano!

DCIM106MEDIA

Roślinność natomiast nie bzyczała więc była bardzo interesująca, zupełnie różna od tej którą znamy. Drzewa mają tu dziwne kształty, kępki traw, krzewy są wysuszone od gorącego słońca, natomiast w miastach wszędzie posadzona jest zielona trawka oraz piękne, kolorowe kwiaty i krzewy. Ale to co nieustannie nas zachwycało, pojawiało się o zmroku – gwiazdy są tu absolutnie niewiarygodne, hipnotyzujące, oszałamiające, zapierające dech. Nie tylko wydają się być bliżej Ziemi, ale jest ich tak dużo, że nie wiadomo gdzie patrzeć. Otulają cię i otaczają zewsząd. Wpatrując się w nie, czujesz jakbyś razem z nimi dryfował gdzieś w kosmosie. Nie da się tego opisać, ani niestety pokazać – nie z naszym sprzętem fotograficznym. Ale możecie wpisać w przeglądarce „stars in Australia”, zdjęcia nie są przesadzone :)

img_3670img_3475img_3482img_3509

W przerwie od jazdy i podziwiania pustkowia, zatrzymaliśmy się przy jeziorze Muir które jest miejscem zamieszkania wielu pięknych ptaków (których nie widzieliśmy). Odwiedziliśmy też przyjemne miasteczko Albany gdzie zjedliśmy lunch, zobaczyliśmy Emu point gdzie lokalni wygrzewają się na plaży, spotykają się z rodziną na kawę, czy przychodzą popływać w towarzystwie pelikanów.

Pojechaliśmy również zobaczyć solne, różowe jezioro (Pink Lake), które oczywiście akurat wtedy różowe nie było:) ale kiedy już jest różowe, to kolor zawdzięcza zielonej aldze Dunaliella Salina. Przy dużym zasoleniu, cieple i świetle kumuluje ona czerwony karotenoid i beta karoten (ten sam który można znaleźć w marchewce) który z kolei chroni ją przed zniszczeniem i daje jej czerwoną barwę.

img_3562

Podziwialiśmy absolutnie niebiańskie plaże w Esperance – biały piasek, cudownie niebieska woda, bielutkie fale i wiatr przynoszący chłodzącą bryzę. Jechaliśmy też najdłuższą prostą drogą w Australii, czyli 146,6 km prościutkiej drogi. Plan był taki, żeby się w dwójkę zdrzemnąć podczas gdy samochód będzie sam jechał, ale koniec końców zdecydowaliśmy się świadomie sprawdzić czy faktycznie droga jest taka prosta. Jest!

Oglądaliśmy przepiękne klify w Nullarbor (przez Aborygenów nazywane Bunda Cliffs) gdzie mieliśmy wrażenie że zobaczyliśmy koniec Ziemi. Największe takie klify na świecie, rzeźbione przez wiatr i fale, granica między wodą a lądem – zrobiły na nas piorunujące wrażenie.

img_3732

A propos granicy, to przekroczyliśmy granicę Australii Zachodniej z Australią Południową, gdzie poproszono nas o prawo jazdy (mimo iż czytaliśmy że respektowane jest prawo jazdy polskie, wyrobiliśmy międzynarodowe, i o takie nas właśnie poproszono), oraz po kilkuset kilometrach (w Ceduni) przeszliśmy kontrolę żywnościową. Nie można bowiem do innego stanu wwieźć świeżych warzyw, owoców, nasion itd. i jeśli się to zatai to nakładane są spore kary pieniężne. W sumie ciężko nazwać kontrolą miłego pana pytającego o zawartość przenośnej lodówki, ale czytaliśmy też o węszących psach itd. więc lepiej uważać i zjeść wszystko przed granicą, a później ewentualnie uzupełnić zapasy w supermarkecie.

W trasie niestety zostaliśmy również brutalnie okradzeni. W sumie czytaliśmy o tym, ale trochę się zapomnieliśmy i sytuacja była dla nas lekkim zaskoczeniem. Można powiedzieć że bez żadnego ostrzeżenia, chamsko i bezlitośnie zostaliśmy pozbawieni dwóch godzin życia. Przez zmianę czasu w trasie, dosłownie w jednej chwili zabrano nam cenne minuty których nigdy już nie odzyskamy! Na dodatek w pewnym momencie kompletnie nie wiedzieliśmy która jest godzina, bo moja komórka sama automatycznie zmieniła czas, Pawła miała starą godzinę, a w radio mówili już zupełnie coś innego. I tak jechaliśmy dobrych kilka godzin w niewiedzy, zawieszeni w czasie i przestrzeni, nieświadomi ile tak na prawdę chwil już nigdy do nas nie powróci.

Na szczęście humor nam się poprawił kiedy zobaczyliśmy wieloryba! Sztucznego.. mijaliśmy punkt widokowy gdzie można obserwować wieloryby kilka miesięcy w roku, ale akurat nie w tym w którym byliśmy.

W miasteczku Penong odwiedziliśmy muzeum wiatraków w którym jest największy wiatrak Australii. Zbudowany był w 1932 roku, i w latach świetności dziennie był w stanie wypompować milion litrów wody ze 152 metrów pod ziemią! Imponujące.

Góra Wudinna to kolejne odwiedzone przez nas miejsce, ze szczytu (260 m. n.p.m.) rozpościera się interesujący widok na okolice. Ta niezwykła forma to właściwie monolit (pojedynczy blok skalny), drugi taki co do wielkości w Australii, zaraz po sławnej skale Uluru.

img_3860img_3894

Ostatnim przystankiem przed Adelaide był Port Augusta – małe miasto położone nad Zatoką Spencera. Bardzo przyjemne miejsce z pięknymi widokami i spokojną atmosferą.

Generalnie cała trasa była super – świetny stan dróg, ciekawe miejsca w których można się zatrzymać coś zjeść, zwiedzić, rozruszać kości. Miejsc noclegowych szukaliśmy za pośrednictwem aplikacji WikiCamps – bardzo polecamy! Można tam znaleźć nie tylko polecane atrakcje turystyczne, darmowe prysznice, punkty gdzie jest darmowa pitna woda, ale przede wszystkim campingi bez opłat. Czyli najczęściej zacienione miejsca przy drodze, ale nie tylko, bo trafiła nam się również interesująca miejscówka zaraz przy plaży, na jakimś totalnym pustkowiu, bez zasięgu, ale za to z pięknym widokiem.

Krajobrazy podczas jazdy często się nie zmieniają i po jakimś czasie robią się nudne, ale dla kogoś kto w Australii nigdy nie był i tak robią wrażenie. Chmury jak wata cukrowa w 3D, długie proste drogi, pustkowia na przemian z aleją drzew, pasące się owce, palące słońce i niecodzienne dla nas znaki drogowe. Już się nie możemy doczekać kolejnej trasy!

Aha, tylko najpierw trzeba naprawić tłumik, bo 200 km od Adelaide zaczęliśmy hałasować jak po niezłym tuningu u Sebka w podkrakowskiej wsi. Na szczęście Pawel A.K.A. MacGyver szybko połączył szarą taśmę z trytytkami dzięki czemu jechaliśmy odrobinę ciszej, i nie zgubiliśmy tłumika po drodze. Well done, mate!

Więcej zdjęć:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s