Czy w Adelaide zaśniesz z nudów?

Spędziliśmy tu więcej czasu niż planowaliśmy, ale zarówno nasze zobowiązania jak i spokojna, domowa atmosfera sprawiły że ciężko było nam wyjeżdżać. Co zobaczyliśmy, co nam się podobało?

Odkąd byłam dzieckiem i słyszałam że znajomi rodziców mieszkają w Adelaide w Australii, wyobrażałam sobie to miejsce jako niemal magiczną krainę gdzie szczęśliwi ludzie żyją w symbiozie z kangurami i koala. Nie wiem dlaczego, może przez tę fajną nazwę? Po latach okazało się, że może magicznie nie jest, ale na pewno nie można Adelaide odmówić uroku.

img_5346

Przez Australijczyków miasto to uważane jest za nudne i nieciekawe, gdzie nic się nie dzieje i gdzie nie ma co robić. Na ten moment nie mamy porównania do Sydney czy Melbourne, może i mają one w sobie więcej życia, ale wydaje nam się że Adelaide ma też sporo do zaoferowania.

W centrum, jak wszędzie, jest czysto, schludnie, niskie klimatyczne budynki stoją obok drapaczy chmur – ale podobne widoki były w Perth. Na głównej ulicy Rundle Mall znajdują się Mall’s Balls które często są punktem orientacyjnym spotkań, zupełnie jak „pod skarbonką” w Krakowie. Taka wizytówka Adelaide przy której turyści robią sobie zdjęcia..:) nieopodal znajdują się też cztery świnki z brązu które są przeurocze i wspaniale pozują do obiektywu.

Odwiedziliśmy piękny ogród botaniczny (których jest w mieście i okolicach wiele) w którym akurat mieliśmy okazję podziwiać śmierdzący padliną kwiat ;-) roślina zakwitła dużo wcześniej niż przewidywano, a ogólnie kwiat otwarty jest tylko 48 godzin, bo później zaczyna więdnąć. Także całkiem nieźle nam się to udało! Zapaszek lekko śmierdzący faktycznie był..:) ogrody botaniczne w Australii mają to do siebie, że nie tylko są cudownie zadbane, ale są też ogromne. Można się tam spokojnie skryć na kilka godzin, uciąć drzemkę, albo usiąść z dobrą książką w cieniu.

Dodatkowo na południu miasta, w Hallet Cove Conservation Park, są przyjemne trasy spacerowe wzdłuż wybrzeża. Można tam spędzić spokojnie kilka godzin podziwiając kamieniste plaże, fale uderzające o brzeg, ale również piękne formacje skalne które datowane są na ok. 280 milionów lat wstecz. Wszystko jest opisane w przystępny sposób, więc miejsce jest ciekawe nie tylko dla miłośników geologii czy archeologii.

img_4296img_4283img_4278

Jeśli lubicie plaże, to Adelaide ma ich sporo, i są dość ładne i zadbane. Dużym atutem jest brak intensywnego wiatru (w odróżnieniu od plaż na zachodzie), więc można się wygrzać w słońcu i wykąpać w ciepłej wodzie.

To co najbardziej nam się podobało, to Adelaide Hills – kręte drogi, cudowne widoki, wiejskie krajobrazy i spokój bijący z okolicznych pól. Gdybyśmy mieli tu mieszkać, to na pewno w Adelaide Hills. Drogi w końcu doprowadziły nas do Góry Lofty (Mt. Lofty, 727  m n.p.m) z której rozpościera się ładny widok na Adelaide. Później przejechaliśmy przez Barossę gdzie produkuje się wino, oraz miasteczko Hahndorf które ma uroczą, niemiecką atmosferę. Dojechaliśmy też do Whispering Wall czyli ściany szeptu – jej budowa pozwala na usłyszenie głosu osoby stojącej na drugim jej końcu. Fajna atrakcja dla dzieci, dlatego się nam podobało ;)

img_4428img_4389img_4343

Będąc w Adelaide nie sposób pominąć degustacji wina, region ten słynie z doskonałych win, i pośród różnych winiarni jest w czym wybierać! Trunki z doliny McLaren są znane na całym świecie, eksportowane są nie tylko do Europy ale i Stanów Zjednoczonych. Winiarni jest tu sporo, a degustacja najczęściej jest za darmo i uwierzcie, bardzo ciężko się powstrzymać od kupna butelki. Piękne winorośle ciągnące się przez długie aleje dodatkowo umilają wycieczkę, zwłaszcza gdy w głowie delikatnie już szumi od alkoholu.

img_4596

Chyba najfajniejszym dla nas doświadczeniem w Adelaide było odwiedzenie Cleland Wildlife Park. Mogliśmy tam zobaczyć, często dotknąć i nakarmić zwierzaki australijskie takie jak koala, kangury, wallaby z rodziny kangurowatych, wombaty, kanguroszczury czy emu. Spędziliśmy tam dobrych kilka godzin obserwując zwierzaki i karmiąc je przysmakami zakupionymi w kasie. Warto!

Adelaide to spokojna atmosfera przy lampce wina, to ludzie skupieni na swojej rodzinie, odpoczynku i spędzaniu czasu na zewnątrz. To plaże, widoki, ogrody botaniczne. Miasto może podobne do wielu innych w Australii, ale w swojej prostocie jest urzekające.

My dodatkowo mieliśmy szczęście że mieszkaliśmy u przyjaciół rodziny, w polskim domu w Australii, gdzie czuliśmy się troszkę jak w Polsce. Była zupa pomidorowa, były naleśniki ze szpinakiem, zimne piwko, rozmowy po polsku, o Polsce i Australii. Dobrze nam tu było, i doceniliśmy małe, prozaiczne rzeczy za którymi czasem tęsknimy, takie jak gotowanie, budzenie się codziennie w tym samym miejscu, ciepły prysznic, czy TV. Śmieszne jak zmienia się perspektywa podczas niskobudżetowej podróży. Nagle też okazuje się że to co zostawiliśmy spakowane w domu, wcale nam nie jest potrzebne – ani do życia, ani do szczęścia. Ciekawe jak będzie po powrocie?

Więcej zdjęć:


Praktycznie:

Wszystkie opisane atrakcje były darmowe, za wyjatkiem Cleland Wildlife Park – wstęp 25$/os. Paczuszka z jedzeniem: 3$

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Czy w Adelaide zaśniesz z nudów?

  1. Wyglądacie kwitnąco, Adelaide to faktycznie bajkowe miasto i świetne miejsce na spokojne życie a ta atmosfera o której tak ładnie piszecie to zasługa przede wszystkim ludzi , którzy Was otaczali , ich spokoju i przyjaznemu nastawieniu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s