Trasa Great Ocean Road jest great!

Chyba najbardziej znana droga i najczęściej wybierana przez turystów podczas wizyty w Australii. Trasa jest kręta, długa, i prowadzi wzdłuż wybrzeża przez co jest niesamowicie malownicza. 

Jadąc z Adelaide, zanim w ogóle do niej dotarliśmy, mijaliśmy kilka ciekawych miejsc, jak np. punkt obserwacyjny pelikanów australijskich (przy Pelikan Island). Dojeżdżając do niego widzieliśmy jak te piękne ogromne ptaki formują się w locie w idealny szereg. Każdy z nich dokładnie znał swoje miejsce, idealnie się synchronizowały. Nie wiem czemu, ale wydawało nam się że pelikany są mniejsze, a są naprawdę olbrzymie – długość ich ciała może osiągnąć 160-180 cm, a rozpiętość skrzydeł aż 230-250cm! To aż 1,5 Skutków czyli Paweł i pół Natalii!

Po drodze zrobiliśmy postój przy solnych jeziorach gdzie kiedyś szukano złota, a później oglądaliśmy Yellow rock i kolorową skałę w miejscowości Southend. Populacja tego miasteczka sięga około 200 osób i jest tam bardzo uroczo – chętnie mielibyśmy tam swój wakacyjny domek!

img_5757

W Mount Gambier spędziliśmy dwie noce przy i na plaży, pijąc (za dużo) wina, oglądając cudnie gwieździste niebo i napawając się chwilą. Jeden dzień byliśmy zmuszeni spędzić w samochodzie bo okropnie lało, i wtedy to ponownie utwierdziliśmy się w przekonaniu że wzięcie „Przyjaciół” na dysku było świetnym pomysłem. Czuliśmy się prawie jak w domu na kanapie podczas deszczowych dni – brakowało tylko chipsów;)

img_5826DCIM107MEDIA

Niebieskie jezioro (Blue Lake) w Mount Gambier przypomniał nam trochę krakowski Zakrzówek, tylko woda była bardziej granatowa a nie turkusowa. Świetne miejsce ze ścieżkami spacerowymi, gdzie lokalni ćwiczą, biegają, truchtają, albo chodzą z psami czy z dziećmi. My na spacer ochoty nie mieliśmy bo pogoda nie sprzyjała, wiało i było pochmurno – komu chciałoby się chodzić przy takiej aurze?! Jechaliśmy więc dalej, przez Tower Hill gdzie jadąc parkiem narodowym prawie wjechaliśmy w emu, do punktu obserwacyjnego wielorybów (niestety nie ten sezon) , aż dotarliśmy do Great Ocean Road.

img_5880img_5848img_5974

Mknęliśmy nią naszym domem na kółkach z uśmiechem na twarzy nie mogąc się doczekać kolejnych pocztówkowych widoków. Choć może mknęliśmy to za dużo powiedziane, bo po drodze jest tyle punktów widokowych, tyle ścieżek spacerowych z których rozpościerają się nieziemskie krajobrazy, że potrafiliśmy zatrzymywać się czasem nawet co 500 metrów by je podziwiać. Droga ta ma 243 km długości, ciągnie się z Torquay do Warrnamboll w stanie Wiktoria i potrzeba 2-3 dni by spokojnie zobaczyć wszystkie punkty. Może wydawać się że wybrzeże to wybrzeże, skały to skały, plaża taka sama wszędzie, no i woda przecież też. Ale nic bardziej mylnego – nawet te 500 metrów przejechanej drogi robiło wielką różnicę w krajobrazie.

Jest jeszcze jeden powód dla którego warto poświęcić na tę trasę kilka dni. Mając taki zapas czasu można w bardziej obleganych miejscach cierpliwie czekać aż autokary Azjatów zrobią sobie tryliard zdjęć i pojadą dalej. Jak wiemy podróżują oni małymi grupkami, po kilka milionów. Nie żebyśmy coś do nich mieli…ale nie tylko jest ich bardzo dużo, są niesamowicie głośni, to jeszcze wszelkie asany mają opanowane do perfekcji  – do zdjęć pozują jak na zajęciach z jogi. Chyba standardowe zdjęcie osoby stojącej na tle krajobrazu jest dla nich przejawem totalnego nudziarstwa.

img_6083DCIM107MEDIADCIM107MEDIA

Oprócz zapierających dech krajobrazów które nadal są dla nas nie do ogarnięcia małymi móżdżkami, również miejsca noclegowe za każdym razem pozytywnie nas zaskakują. Ubikacja jest niemal zawsze w świetnym stanie, z papierem toaletowym (i kilkoma zapasowymi rolkami), pachnie, najczęściej jest też mydło, i widać generalnie że ktoś o te obiekty dba. Oprócz tego wydzielone miejsca piknikowe są wszędzie standardem – stoły z ławeczkami, darmowe grille albo wydzielone miejsca na ognisko. Naprawdę wspaniale się wypoczywa, konsumuje i śpi na takich terenach. W jednej z takich miejscówek rano widzieliśmy wallaby wyjadającego resztki od sąsiadów więc Paweł poczęstował go kanapką z masłem orzechowym, a w innym, przy pięknym jeziorze Elingamite, obserwowaliśmy różnorodne ptactwo które polowało na swoją kolację. Tyle się tam działo, że gdy tylko zaczęło się ściemniać, naprawdę jedyne czego nam brakowało to głosu „czytała Krystyna Czubówna”.

 

Więcej zdjęć:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s