Auckland i Hobbiton czyli nasze początki w Nowej Zelandii

Choć ma to być już wpis o Nowej Zelandii, to nie chcielibyśmy zapomnieć naszych ostatnich dni w Australii, musimy więc o nich napisać :) skleroza w końcu postępuje..Tydzień przed wylotem przyniósł nam sporo niespodzianek, co zupełnie nas zaskoczyło – jedyne co w sumie planowaliśmy na ten czas, to siedzenie w bibliotece. Wcześniej sprzedaliśmy samochód i dlatego nie mieliśmy co ze sobą zrobić do momentu wylotu. I tak poznaliśmy przesympatyczną paczkę przyjaciół w Gold Coast, mieliśmy okazję zobaczyć tysiące małych niebieskich krabów (soldier crab), i pływaliśmy w zimnym strumieniu w Parku Narodowym Springbrook.

Zatrzymaliśmy się też na noc u świetnej rodziny mieszkającej z kochanymi, rozbrykanymi dzieciakami oraz duchem pewnej pani (!) która najwyraźniej odwiedziła nas w nocy…ale to już raczej temat na zupełnie inną opowieść…:)

Pożegnaliśmy Australię z sentymentalną łezką w oku, po cichu obiecując sobie, że kiedyś do niej wrócimy. Kilka chwil w samolocie, i witamy Nową Zelandię! Koniec świata, 12 godzin różnicy z Polską, wielkie marzenie, miejsce nieziemskich krajobrazów i podobno przyjaznych ludzi.

O tym ostatnim przekonaliśmy się już w samolocie, gdzie poznaliśmy przesympatyczną Amy. Urodzona w Nowej Zelandii, ale aktualnie mieszkająca w Australii, leciała by odwiedzić rodzinę. Spotkanie było pełne wymian informacji, jak i zaskoczeń –okazało się, że na wiosnę wybiera się do Polski na kilka dni, a dokładniej do Krakowa! Przegadaliśmy więc cały lot, nawzajem polecając sobie miejsca do zobaczenia, gdy na końcu zaoferowała nocleg u swojej mamy w Wellington, które jest na naszej trasie. Takie rzeczy to chyba tylko po tej stronie półkuli :) jakoś mi się nie wydaje, że zaprosiłabym kiedykolwiek, kogokolwiek, do mieszkania mojej mamy po 3 godzinach znajomości. Ale może powinnam? ;)

Pierwsze noce spędziliśmy w Auckland u zgranej pary Danki i Kuby, z którymi miło sobie pogawędziliśmy, dowiedzieliśmy się troszkę o ich życiu w Polsce i Nowej Zelandii, wypiliśmy trochę procentów, a nawet wspólnie złożyliśmy nasz nowy namiot :)

Podczas gdy oni pracowali, my napawaliśmy się chwilami w Auckland. Miasto wydaje się bardzo przyjemnym miejscem do życia – sporo się w nim dzieje, są imprezy, muzyka na żywo, różnorodne restauracje, ładne widoki, sporo parków czy punktów widokowych na które można się wspiąć by podziwiać miasto. Jest ładnie, przestronnie, i czysto – tak troszkę australijsko ;)

Miasto mieści się przy wygasłym wulkanie – Eden, na który można się obecnie wspiąć, by podziwiać piękny widok na Auckland i okolice. Punktem rozpoznawczym miasta jest Sky Tower – wieża radiowa i obserwacyjna, wysoka na 328m (najwyższa budowla w Nowej Zelandii) którą widać z wielu punktów w mieście.

IMG_8124DCIM108MEDIAIMG_8126

Miasto jak miasto, wiadomo nie od dziś że wolimy naturę, więc ogólnie nie mogliśmy się doczekać następnego przystanku :) oto mieliśmy zobaczyć domki hobbitów! Tak, tak, te same domki które były w filmie „Władca pierścieni” i „Hobbit”. Wiem, że niektórych rozczaruję, ale książki i film nie były oparte na faktach, i te słodkie niziołki nie żyją sobie naprawdę w Nowej Zelandii ;) reżyser Peter Jackson podczas poszukiwania idealnego miejsca do kręcenia trylogii, widząc z helikoptera farmę Alexandrów zapewne zapiał z zachwytu, delikatnie mówiąc.. nie tylko było na niej jezioro a przy nim okazałe drzewo, ale było tam też wzgórze – gdzie na samym szczycie Bilbo Baggins mógł mieć swój domek.  Czyli wszystko tak, jak w książce Tolkiena, gdy opisywał Bag End.

IMG_8280

IMG_8226IMG_8411

Ogrom pracy jaki wykonali podczas budowania planu zdjęciowego, jest nie do ogarnięcia małym móżdżkiem ;) do budowania drogi prowadzącej na plan został wykorzystany sprzęt armii Nowej Zelandii, powstały  44 domki hobbitów o różnych wielkościach, w różnej skali. Wszystko po to, by czarownik Gandalf mógł wydawać się dużo większy od swoich małych przyjaciół. Największym zaskoczeniem było dla nas sztuczne drzewo, „rosnące” nad domkiem Bilbo, stworzone na potrzeby filmu „Hobbit”. Proces tworzenia trwał 10 miesięcy, każdy listek wieszany był osobno, tylko po to, by pokazać go w filmie przez 12 sekund :)

IMG_8214IMG_8272IMG_8306

Choć miejsce nie należy do najtańszych, to zdecydowanie warte jest odwiedzenia. Choćby po to, by na chwilę przenieść się w krainę fantastyki i poczuć się jak w filmie. Nam się bardzo podobało, chodziliśmy jak zaczarowani, a na końcu wypiliśmy jeszcze pyszne piwko w pubie hobbitów, Green Dragon. Było bajkowo :)


Praktycznie:

Autobus z Auckland do Matamata: 25$/os.

Hobbiton Movie Set: 79$/os. (- w tym mieści się transport w dwie strony z/do Matamata I-site, lub z innego wybranego przez nas miejsca). Jeśli masz swój samochód, możesz podjechać pod wejście do Hobbitonu i tam dołączyć do jakiejś grupy.

Zostawienie bagażu w I-site, Matamata: 5$ / bagaż

Więcej zdjęć:

Auckland:

Hobbiton Movie Set:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s