Zmęczeni, ale za to szczęśliwi – Tongariro Alpine Crossing

Już przecież wychodziliśmy na wulkan i daliśmy radę, pewnie że idziemy na czubek! Dobrze, że szczyt z dołu nie był widoczny, bo chyba byśmy się nie zdecydowali…Kto wybiera się do Nowej Zelandii, prędzej czy później przeczyta o Tongariro Alpine Crossing, spektakularnej trasie trekingowej gdzie podziwiać można wspaniałe, różnorodne widoki. To bardzo popularna jednodniowa, ok. 20-km trasa, która wiedzie przez masyw wulkaniczny.

DCIM108MEDIA

Tongariro jest czynnym wulkanem Nowej Zelandii, który posiada 12 stożków erupcyjnych, jednym z nich jest Ngauruhoe na który mieliśmy plan się wspiąć.

Wysoki na 2287 m, był pierwowzorem dla Petera Jacksona przy tworzeniu filmowej Góry Przeznaczenia, czyli miejsca wykucia pierścienia.

Ze względu na kiepską w ostatnich dniach pogodę (sporo deszczu), właściwie tylko jeden dzień zapowiadał się słonecznie i bez opadów. Do miejsca gdzie mieliśmy spotkać się z dwoma kolegami, dojechaliśmy oczywiście autostopem, nadal nie wierząc jak mili i chętni do podwożenia są lokalni.

Camping na którym się zatrzymaliśmy był niestety płatny, ale za to blisko punktu wyjścia na szlak – co dla autostopowiczów, jest dość istotne :) na nasze szczęście, zgadaliśmy się z holenderską parą, która zgodziła się naszą czwórkę podwieźć następnego ranka.

Na tym samym campingu spotkaliśmy jeszcze trzy pozytywne, uśmiechnięte Polki, i tym oto sposobem mieliśmy swoją malutką, polską wioskę w Nowej Zelandii, zaraz przy Tongariro. Miło było dla odmiany porozmawiać po Polsku, kto by się spodziewał że będziemy za tym tęsknić? :)

IMG_8693

Po kiepskiej nocy (niska temperatura, wilgoć, problemy ze snem), już o 5:00 byliśmy gotowi do drogi – trzeba było kawałek dojechać, a Holendrzy chcieli mieć pewność że będą mieli gdzie zaparkować przy szlaku. Niestety, gdy chcieli odpalić okazało się że padł im akumulator (skąd my to znamy :) )! Po chwili poszukiwań kogoś kto już nie śpi, i kto posiada kable, znaleźliśmy naszego wybawcę który poratował nas energią. Ufff!

Widocznie tak miało być, jak zwykle nic nie dzieje się bez powodu – gdy tylko ruszyliśmy, ustał deszcz i obietnica udanej pogody właśnie zaczęła się spełniać. Ruszyliśmy na szlak jeszcze po ciemku, z czołówkami na głowach, troszkę żałując potencjalnych widoków. Ale kiedy dzień zaczął się budzić do życia, a niebo powoli rozjaśniał wschód słońca, byliśmy już na pewnej wysokości, dzięki czemu mogliśmy podziwiać piękny spektakl świateł i cieni.

IMG_8718

Dość szybko doszliśmy do szlaku prowadzącego na szczyt stożka, Mt. Ngauruhoe,  czytaliśmy że trasa jest wymagająca i dość ciężka. Ale już przecież wychodziliśmy na wulkan i daliśmy radę, pewnie że idziemy na czubek! Dobrze, że szczyt z dołu nie był widoczny, bo chyba byśmy się nie zdecydowali…

Kąt nachylenia jest duży (45 stopni), wychodzi się po niestabilnym i osuwającym się gruncie. Spod nóg ciągle lecą kamienie, kamyczki, nogi zatapiają się w podłożu, wychodzi się po śliskich i ostrych skałach itd.

IMG_8737IMG_8725IMG_8751

Czasem robiąc kolejny krok w górę, mieliśmy wrażenie że stoimy w miejscu, tak było ciężko posunąć się do przodu. Jak w jakimś złym śnie, kiedy chcemy biec, a nogi mamy jak zanurzone w galarecie. Szliśmy więc powoli, robiąc częste przystanki na złapanie oddechu i uspokojenie akcji serca ;) nie było łatwo i mieliśmy wrażenie że szliśmy tam cały dzień. I pomyśleć że Frodo i Sam szli tam o bosych stopach, z ciężkim pierścieniem:) biedactwa! Tak czy siak, nie poddaliśmy się, geriatria dotarła na sam szczyt (20 minut po naszych młodszych kolegach ;) )! Byliśmy wymęczeni, dumni z siebie, i niechętni do zejścia ;)

IMG_8770

Na całe szczęście zejście było łatwiejsze, i trochę zabawniejsze – właściwie zjeżdżaliśmy na butach, zanurzając je często w ziemi.. Od czasu do czasu słyszeliśmy jak ktoś krzyczał „uwaga!”, co oznaczało że właśnie w naszym kierunku leciał jakiś kamol i trzeba było uważać, by nie dostać nim po głowie.

Po zejściu na dół, ruszyliśmy w dalszą trasę, podążając szlakiem Tongariro Alpine Crossing, mijając po drodze czerwony krater, oraz szmaragdowe i błękitne jeziora.

IMG_8815IMG_8807

IMG_8869DCIM108MEDIA

Czytaliśmy o tej ścieżce i oglądaliśmy zdjęcia w internecie, ale jak zwykle cuda natury oglądane na żywo robią jeszcze większe wrażenie. Absolutnie warto!


Praktycznie:

Camping Mangahuia 13$ / os.

Więcej zdjęć:

Reklamy

One thought on “Zmęczeni, ale za to szczęśliwi – Tongariro Alpine Crossing

  1. Brakuje mi tylko zdjęcia wejścia do piekła, które wynurza się ze skały gdzieś po drodze z Góry Przeznaczenia do szmaragdowo-błękitnych jeziorek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s