Czy długa podróż jest dla ciebie? Oto 11 powodów które mogą cię zniechęcić!

A gdyby tak wszystko rzucić – obowiązki, karierę, dom i wyjechać? Daleko, najdalej jak się da – od wszystkich problemów, trosk, rozterek i wątpliwości? Zobaczyć trochę świata, sączyć drinki pod palmą, cieszyć się życiem i niczym nie martwić? Siedzieć na plaży, pływać w turkusowej wodzie, jeździć klimatyzowanymi taksówkami pod zabytki by szybko zrobić zdjęcie, wstawić na Facebook czy Instagram, i jechać na wypasiony posiłek do ekskluzywnej restauracji?

img_1155IMG_7311

Tak to zapewne wygląda w głowach większości naszych rozmówców, kiedy opowiadamy o naszym 10-miesięcznym tripie po Azji, Australii i Nowej Zelandii. Rzeczywistość była daleka od tych wizji, więc jak to jest tak naprawdę, podczas dłuższej podróży?

W rzeczywistości jest jeszcze lepiej :) codziennie dzieje się coś nowego, poznajesz nowych ludzi, i przeżywasz przygodę życia! Jednak dłuższa podróż to wiele wyrzeczeń i problemów, o których nie myśli się np. podczas 2-tygodniowych wakacji all inclusive.

Podróż dookoła świata, czy po prostu kilkumiesięczny wyjazd w jakiś rejon, wcale nie musi być spełnieniem twoich marzeń! Dlatego przedstawiamy 11 powodów które mogą cię zniechęcić do wyjazdu w dłuższą podróż! 

1. Klimat

Może to dla niektórych zaskoczenie, ale niekoniecznie każdemu klimat tropikalny odpowiada.

IMG_9171

Po wyjściu z klimatyzowanego samolotu, np. w Bangkoku, dostajesz przysłowiową morką ścierą w twarz ;) wysoka wilgotność powietrza powoduje, że jest ci gorąco i ciągle jesteś lepki od potu. Żar leje się z nieba, więc pijesz dużo wody, co z kolei powoduje, że ciągle jesteś mokry od wypacanych płynów (przez to czasem nawet nie musisz długo siusiać ;) ). Ostre słońce powoduje, że szybciej się męczysz i irytujesz. Może ci się też ciężej oddychać.

W Australii np. musisz pamiętać o ciągłym nakładaniu kremu z filtrem UV, bo nawet przy zachmurzonym niebie może cię spalić. Jesteś więc mokry, i tłusty od kremu – sama przyjemność ;) Nie myśl więc, że jak będzie ciepło i słonecznie, 30-40 stopni na plusie, to będzie tak przyjemnie :) nie będzie, a klimatyzowane pomieszczenia będą twoimi wymarzonymi miejscami do odwiedzenia ;)

2. Ludzie

img_1735

Super jest poznawać nowe kultury, próbować się porozumieć z lokalnym sprzedawcą czy ulicznym artystą. Ale niestety w miejscach bardziej turystycznych, bardzo często jesteś dla nich chodzącym bankomatem. Oczywiście nie chcę generalizować, bo nie każdy lokalny jest nastawiony tylko i wyłącznie na zysk. Ale naprawdę ciężko jest się przyzwyczaić, że na każdym kroku ktoś cię zaczepia i coś chce ci sprzedać. „No, thank you” nie wystarcza, „mam już garnitur” również. Dodatkowo podchodzą też dzieci które żebrzą, lub które chcą cię przekonać do kupna jakiegoś produktu. Ciężko się odmawia bez poczucia winy albo choćby ukłucia w sercu. Czasem masz wrażenie, że ciągle ktoś chce cię oskubać, naciągnąć, wyciągnąć jak najwięcej z twojego portfela.

Łatwo przez to zapomnieć, że poza popularnymi turystycznie miejscami też są ludzie, i to najczęściej tacy, którzy pomogą ci bezinteresownie, którzy nie będą oczekiwać za wszystko zapłaty, i którzy autentycznie są ciekawi ciebie i twojego kraju pochodzenia.

3. Niezorganizowany trip

IMG_6676

Nie korzystasz z biura podróży, przez co wszystko jest na twojej głowie. Jesteś odpowiedzialny za plan wycieczki, wybór miejsc do zobaczenia, formę transportu, nocleg, jedzenie, załatwienie formalności takich jak wizy, i wiele, wiele innych.

DCIM101MEDIA

Musisz myśleć i zdecydować jak gdzieś dojedziesz, za ile, na którą, czy będziesz miał gdzie spać, w jakich warunkach, za ile, czy uda ci się zamówić coś wegetariańskiego :) ile czasu spędzisz w danym miejscu, i czy w ogóle warto tam jechać. Robisz więc sporo research’u, czytasz przewodniki i opinie innych podróżników. Uczysz się też trochę lokalnego języka, co jest tak samo zabawne, jak i frustrujące, gdy myślisz że wypowiadasz coś dobrze, a okazuje się że zupełnie nie :)

WP_20160817_21_30_06_Pro

Nie masz więc wolnej głowy, a masz za to sporo decyzji podejmowanych na gorąco (czasem błędnych) i mnóstwo czasu poświęconego na planowanie podróży.

4. Przesyt atrakcjami

DCIM101MEDIA

Może i zdecydowałeś się, by spędzić dzień, dwa, trzy, na nic nierobieniu i leżeniu plackiem. Ale halo, czy naprawdę przeleciałeś pół świata, by nic nie zobaczyć? Jesteś w podróży życia, i możliwe że już tu nigdy nie wrócisz! Szkoda ci więc tego czasu, dlatego biegasz jak z motorkiem w tyłku. Efekt jest taki, że jesteś wykończony, a od nadmiaru wrażeń i atrakcji, zaczynasz czuć zobojętnienie na widok kolejnego buddy, świątyni czy parku narodowego.

DCIM104MEDIA

Czasem ciężko sobie odpuścić i złapać dystans, a łatwo zapomnieć że przecież to ma być dla ciebie przyjemność! I że lepiej zostać gdzieś dłużej, niż pędzić by zobaczyć jak najwięcej.

5. Zdrowie i higiena

Spędzając kilka dni z gorączką w Azji, nigdy nie możesz mieć pewności, czy to tylko przeziębienie. A może to denga, malaria, albo inne cholerstwo? Jesteś osłabiony i rozdrażniony – czyli tak jak podczas każdej infekcji, gdy jesteś w domu. Ale dodatkowo jesteś zły, że zamiast rozkoszować się nowym miejscem, leżysz w mokrym od potu prześcieradle, i łykasz lekarstwa. Masz nadzieję że to nic poważnego, i choć masz ubezpieczenie zdrowotne, to wcale nie uśmiecha ci się iść do szpitala w Azji (o ile w ogóle w tej wiosce w której jesteś, odciętej od świata, jest jakiś szpital).

Jadasz w miejscach, które na pierwszy rzut oka powinien zamknąć sanepid, i śpisz w tanich hostelach, w pokojach bez okien – bo taniej. W pokoju często nie masz łazienki, więc korzystasz ze wspólnej – co najczęściej do przyjemności nie należy. Zamiast łazienki, w pokoju masz za to mrówki / pająki / ropuchy / karaluchy. Pościel czasami jest podejrzanie brudna i śmierdząca, otulasz się więc w swój śpiwór, mając nadzieję że nic ci do środka nie wpełźnie. Gdy masz łazienkę w pokoju, to z nagminnie nieschodzącą po prysznicu wodą. W praktyce oznacza to załatwianie „jedynki” lub „dwójki” w łazience z wodą prawie po kostki. Grzyb, wita cię!

IMG_6715

thumbnail_wp_20160827_17_14_40_pro

6. Jedzenie

WP_20160825_16_00_10_Pro[35721]

Nie chodzisz do restauracji gdzie siedzą sami turyści, bo płacisz wtedy krocie i kończysz zamawiając pizzę. Szukasz więc miejsc gdzie jedzą lokalni, co samo w sobie jest bardzo fajnym doświadczeniem. Problem w tym, że nie ma tam menu po angielsku, więc nie wiesz nigdy co zamówiłeś. Ale ponieważ szukałeś tej knajpki sporo czasu, a żołądek przywarł ci już do kręgosłupa, decydujesz się wyłowić kurczaka z „wegetariańskiej” zupy.

W bogatszych krajach jak Australia czy Nowa Zelandia restauracje oglądasz tylko z zewnątrz, z tęsknotą wspominając czas, gdy w Polsce objadałeś się przygotowanym przez kucharza daniem. Gotujesz sam, na turystycznej kuchence, z najtańszych produktów, nie rzadko to samo codziennie.

IMG_3596WP_20170330_08_10_14_Pro

7. Transport

DCIM100MEDIA

Klimatyzowane busiki turystyczne są najczęściej przepełnione, gdzie backpackersi, ich plecaki, torby i walizki leżą im na kolanach, pod nogami, i na głowach. Jest drogo, niewygodnie i bez klimatu.

Ciekawiej i taniej jest wybrać transport lokalny, ale ma to swoje minusy. W Azji nawet jeśli pójdziesz na dworzec autobusowy, nie masz pewności że dostaniesz bilet na transport lokalny – obcokrajowiec często może dostać miejsce w busie turystycznym.

IMG_5964

Nie masz też 100% pewności, że transport ci przyjedzie. Lokalny autobus również do najwygodniejszych nie należy (ale zdarza się!). I tak czasem jak sardynka tłoczysz się w busie na 20 osób, gdzie jakimś cudem zmieściło się z 40 głów, plus ich tobołki, zwierzęta etc. masz jeden półdupek i policzek przyklejony do szyby, bo z drugiej strony twój współpasażer z braku miejsca, się w ciebie wgniata.

8. Komfort

DCIM100MEDIA

Nie jest ci wygodnie kiedy jedziesz 10 godzin (a miałeś jechać 3) w pełnym busiku, ani kiedy śpisz na twardej ziemi, albo na dworcu gdzie komary zjadają cię żywcem. Gdy pani siedząca przed tobą w małym autobusie, rzyga na każdym wyboju i zakręcie; wyrzuca woreczki z rzygami przez okno, rozsiewa okropny zapach po całym busie, a zasłonkę traktuje jak serwetkę do wycierania obrzyganej buzi. Nie masz też komfortu, gdy dźwigasz wszystko w pełnym słońcu na plecach a nogi odmawiają ci posłuszeństwa. Gdy zepsują ci się japonki, a masz za duże na azjatyckie standardy stopy, i nie możesz kupić nowych (przez to w 40 stopniowym upale chodzisz w pełnych butach).

Albo gdy marzniesz w Nowej Zelandii w namiocie, przy minusowej temperaturze, czy kiedy oddajesz do mechanika auto kupione w Australii, i okazuje się, że musisz wydać drugie tyle na jego naprawę. Zastanawiasz się w takich chwilach, na jaką cholerę ci to wszystko było?

9. Współtowarzysz niedoli

DCIM105MEDIA

To co wydaje się wspaniałą, wspólną przygodą we dwójkę, często kończy się rozstaniem i kontynuowaniem podróży osobno. Spotkaliśmy kilka takich osób, które przeżyły to na własnej skórze. Szczerze? Wcale się nie dziwimy. Spędzanie absolutnie każdej chwili razem może stać się katorgą. Wyobraź sobie że jesteś z nią/z nim 24 godziny na dobę. Że ciągle koło ciebie jest. Ciągle! Cały czas!

DCIM104MEDIA

Podczas podróży (zresztą nie tylko) jest tyle sytuacji które powodują, że wybuchasz, że naprawdę ciężko jest powstrzymać się i nie wyładować złości i frustracji na tej drugiej osobie. Można, i ma się siebie dość, bo w końcu każdy czasem potrzebuje chwili tylko dla siebie. Najłatwiej też zrzucić winę i odpowiedzialność na tę drugą osobę, gdy coś idzie nie po waszej myśli. Nie możesz nawet mieć cichych dni, bo ciągle coś trzeba wspólnie zadecydować, postanowić, kupić etc. Na pewno jest to wyzwanie, ale jeśli wasz związek/przyjaźń to przetrwa, to chyba przetrwa już wszystko!

10. Pieniądze

IMG_7796

O tym, jak oszczędzić pieniądze na wyjazd i w jaki sposób finansowo przygotować się do dłuższej podróży powstanie osobny wpis.

Jeśli jednak decydujesz się na kilkumiesięczną podróż, oznacza to, że jakieś oszczędności posiadasz. Jeśli tak jak my, nie jesteś milionerem, i podczas podróży nie zarabiasz, musisz swoje zachcianki trzymać w ryzach. To oznacza, że niestety nie kupujesz pamiątek, ani prezentów, ani drogich drinków czy piwa. Jadasz tam gdzie lokalni (smaczniej i taniej), wybierasz lokalny transport a nie klimatyzowany bus z agencji, czy też czasem rezygnujesz z jakiejś drogiej atrakcji.

My np. często chodziliśmy pieszo (ale też dlatego, że lubimy) po kilka kilometrów, piliśmy częściej wodę niż piwko, a w Australii czy w Nowej Zelandii gotowaliśmy sobie sami z najtańszych produktów. Staraliśmy się też zawsze poznać lokalne ceny byśmy niepotrzebnie nie przepłacali. Ceny dla obcokrajowców są wyższe od tych dla lokalnych, w zależności od kraju od 30 do nawet 300%! Targowanie się w niektórych krajach jest ogólnie przyjętą normą; grą, która może być przyjemna dla obu stron, o ile zna się jej zasady. Ale zawsze pamiętajmy, że lokalni starają się zarobić na życie, i dla nich ta złotówka czy dwie o którą się kłócimy, to np. równowartość jednego posiłku.

Zdarzało nam się też pracować za nocleg i jedzenie, lub pomagaliśmy na farmie w ramach wolontariatu. Zawsze jednak mając na uwadze, że to raczej lokalni mają na tym skorzystać, a my – trochę tak „przy okazji”.

IMG-20161005-WA0007

Warto pamiętać, że podczas takiego wyjazdu trzeba na bieżąco wszystko kalkulować, ucinać koszty, prowadzić spis wydatków, i co najważniejsze – trzymać się swojego ustalonego, dziennego budżetu. Gdybyśmy tego nie robili, prawdopodobnie wrócilibyśmy po dwóch miesiącach – z kilkoma walizkami ubrań i pamiątek, oraz wielkimi brzuchami od nadmiaru jedzenia i picia. Takie ciągłe liczenie i zastanawianie się, czy możesz sobie pozwolić na np. kolejnego owocowego shake’a może być dołujące, frustrujące i niewygodne.

11. Tęsknota

IMG_2184

Jesteś kilka miesięcy w podróży, i naprawdę tęsknisz za swoją rodziną i przyjaciółmi. Za wspólnymi obiadkami, imprezami, wspólnym narzekaniem na szarą rzeczywistość. Spędzasz święta i inne uroczystości z dala od nich, i twoje myśli odpływają daleko za ocean, mimo tego, że przecież czujesz się szczęśliwy.

DCIM106MEDIA

Czasem masz wrażenie, że twoje życie w tym momencie różni się tak bardzo od tego które zostawiłeś, że nie masz o czym rozmawiać z bliskimi. Zdarza się, że masz wyrzuty sumienia, że przeżywasz przygodę życia, a rodzina w tym czasie boryka się ze „zwykłymi” problemami, prozą życia. W chwilach zwątpienia i gorszego samopoczucia, czujesz że nie powinieneś narzekać, choć tak samo masz przecież prawo do chandry – nawet podczas podróży życia.


Właściwie to jest jeszcze jeden punkt, który naprawdę powinien dać ci do myślenia. Jest szansa, że mimo tych minusów, niedogodności i problemów, nie będziesz chciał z tej podróży wrócić :) Że myśl o powrocie, obowiązkach, rutynie i monotonni będzie cię przerażać. Tego rodzaju podróż jest pewnym wyzwaniem, i ma trochę minusów, ale mimo wszystko szybko przekonasz się, że jest to warte wszystkich pieniędzy, odcisków, czy kłótni. Tekst ten napisany jest trochę z przymrużeniem oka, ale opisane sytuacje naprawdę nam się przydarzyły! I choć czasem zniechęcały, to w ogólnym rozrachunku kompletnie nie miały dla nas znaczenia – pozytywne doświadczenia znacząco przeważają szalę :)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeśli zastanawiasz się, czy jechać w dłuższą podróż, i jeśli nie przerażają cię powyższe kwestie, to pakuj walizki i w drogę! A jeśli cię przerażają – jedź tym bardziej! Jakoś to będzie, a na pewno będzie wspaniale!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s