Zapiski z Afryki. Kenia cz. II

Na wycieczkę na wyspę Wasini umówiliśmy się z Beach Boysami na 6 rano. Mieli czekać na nas przed wejściem do hotelu, więc o ustalonej godzinie staliśmy gotowi na zewnątrz. Czekaliśmy tak przed hotelem z pół godziny, nie mogąc uwierzyć że nas olali. Ciężko nam było w to uwierzyć, w końcu zapłaciliśmy zaliczkę, a oni codziennie na plaży starają się przecież sprzedać wycieczki turystom. Gdyby więc rozeszła się informacja o ich nie pojawieniu się, nie mieliby klientów przez przynajmniej tydzień-dwa.

W końcu nadjechał czarny duży samochód z przyciemnionymi szybami, skąd wyszedł jeden ze znanych nam Beach Boys’ów. Twierdził, że umówiliśmy się przed bramą hotelu a nie przed jego wejściem, a obsługa (a raczej żołnierze pilnujący wejścia do hotelu) nie chciała ich wpuścić na teren. Po wyjechaniu za bramę, wsiadło do nas kolejnych czterech chłopaczków, od jednego mocno było czuć alkohol, a my zaczęliśmy się zastanawiać czy aby na pewno był to dobry pomysł żeby z nimi jechać..
Po przejechaniu ok. 3 km zatrzymaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej, po czym kazali nam zapłacić resztę pieniędzy za wycieczkę. Dlaczego teraz i tutaj? Tego już się nie byliśmy w stanie dowiedzieć, ale posłusznie zapłaciliśmy. Jeden Beach boy poinformował nas, że kierowca nas zawiezie na miejsce, a reszta towarzystwa zostaje tutaj. Po przejechaniu ok. kolejnych 2km zatrzymaliśmy się pod jakimś hotelem, i dołączyła do nas grupka turystów..

FBIMGP0144aNa wyspę płynęliśmy małą łódką która szybko przecinała turkusową wodę, rozpryskując ją na boki. Wiał przyjemny wiatr, a promienie słoneczne muskały nam skórę. W pewnym momencie koło naszej łódki pojawiło się kilka delfinów, które płynęły obok nas jakby się z nami ścigając! Mieliśmy okazję wskoczyć do wody i popływać razem z nimi – super doświadczenie mieć je na wyciągnięcie ręki! Ogólnie rafa koralowa nie była porywająca, ale widzieliśmy też pięknego żółwia którego udało się uwiecznić na zdjęciu.

2Wyspa Wasini jest malutka, bo ma jakieś 7 km długości i 3 km szerokości, ale mimo to zamieszkuje je jakieś 3,000 ludzi. Turystyka i połów ryb jest jedynym źródłem dochodów mieszkańców, dlatego cieszyliśmy się że choć troszkę mogliśmy wesprzeć lokalnych.

4Po pysznym lunchu poszliśmy się przejść po wyspie, a nasz przewodnik opowiadał nam o życiu jaki prowadzą tam miejscowi, m.in o tym jakim problemem jest brak wody – jedynym jej źródłem jest deszcz, który nie pojawia się tam często.

1Po powrocie do hotelu, czekało nas pakowanie i na następny dzień transport do innego miejsca. Mieliśmy przesympatycznego ale i szalonego kierowcę, który po drodze pokazywał nam plantacje ananasów, pola uprawne agawy, jak to nazwał – darmowy hotel – czyli więzienie, oraz opowiadał jak dobre jest wino kokosowe, którego jednak nie poleca pić, bo totalnie ryje beret (i gdy mąż wraca do domu po spożyciu, to żona zawsze robi awanturę – wszędzie na świecie ta sama sytuacja..;-) ). Gdy Paweł w pewnym momencie wyciągnął powerbank’a do telefonu, kierowca przestraszył się że mamy jakąś strzykawkę i chcemy zrobić mu krzywdę. Zanosił się później od śmiechu, kiedy dowiedział się co to jest. Podzielił się też z nami swoją negatywną opinią o małżeństwach Brytyjczyków z Kenijkami, oraz Kenijczykami z dużo starszymi angielkami.

Przez kilka dni oddawaliśmy się błogiemu lenistwu na plaży, spacerując (oczywiście w towarzystwie Beach Boysów) i łapiąc promienie słoneczne. Widzieliśmy mnóstwo olbrzymich rozgwiazd, pająków morskich, jeżowców, krabów i żyjącą rafę koralową (ta niestety w mniejszości, większość jest już martwa).
W hotelu był przesympatyczny chłopak z obsługi, z którym mogliśmy miło porozmawiać, aż w końcu zaproponował że pokaże nam „prawdziwą Kenię”, poza hotelem. W to nam graj! IMG_7827Gdy wyszliśmy z nim przed hotel, żołnierze nie chcieli nas z nim wypuścić, grożąc że ten pójdzie do więzienia. Od razu założyli że chce nam coś zrobić, a nam przez to znów zrobiło się nieswojo. Wzbudził nasze zaufanie i bardzo chcieliśmy się z nim wybrać na krótką wycieczkę, dlatego potwierdziliśmy że nie weźmie od nas pieniędzy i że jest naszym kolegą który chce nam pokazać okoliczną wioskę. Jednak uczucie lekkiego niepokoju z nami pozostało.

3W końcu gdy nas puścili, przejechaliśmy kawałek tuk tukiem, a później przez jakieś 3 godziny chodziliśmy po wiosce. John, bo tak nazywał się chłopak, pokazywał nam w jakich warunkach żyją lokalni, przechodziliśmy wzdłuż straganów z owocami i warzywami, widzieliśmy szkołę w której uczą się dzieci, ale też kafejkę internetową i punkt naprawy elektroniki.

FBIMG_7832aDotarliśmy też do Handcraft gdzie powstają drewniane pamiątki dla turystów – od małych breloczków, po wielkie rzeźby. Niesamowicie utalentowani ludzie! Podobno kiedyś Masajowie kradli tamtejszej ludności krowy i przez to miejscowi nie mieli co jeść. Teraz więc w ramach „zemsty” lokalni robią figurki Masajów, w ten sposób na nich zarabiając. IMG_7829Dzięki niemu poczuliśmy że zobaczyliśmy choć odrobinę prawdziwej Kenii, a nie tylko tą z hotelowego leżaka. Po raz kolejny utwierdziliśmy się też w przekonaniu, że warto ufać ludziom i że najlepsze sytuacje przydarzają się nam, gdy otworzymy się na lokalnych. Choć kto tam wie, może mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu?

Pierwsza część Zapisków z Afryki do przeczytania tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s